Strony

środa, 28 stycznia 2026

Sanki

Największą atrakcją dla Julka okazał się tor saneczkowy. Na pierwszy zjazd potrzebował mojej obecności. Nie czuł się pewnie w obcym otoczeniu. Usiadłam w pierwszych saneczkach, Julek w drugich. Pierwszy zjazd był bardzo asekuracyjny. Julek więcej hamował niż dodawał przyspieszenia. 

Na drugi zjazd poszedł beze mnie. A potem już samo poszło. I tak oto saneczki stały się przerywnikiem naszych wycieczek. Gdy mieliśmy wolny dzień, szliśmy na tor. Julek po oswojeniu nieznanego, samodzielnie ogarniał karnet, bez pomocy zapinał pas (ten inaczej działał jak w aucie - na sankach nie można było dobrać pasa, gdy za mało sie go wyciagnęło, trzeba było od razu zaciągnać odpowiednią długość), podjeżdżał do samego końca, nie hamował za wcześnie. Czerpał frajdę ze zjazdów.




Po zaliczeniu kilku zjazdów szliśmy na stok. Czekaliśmy na zjazdy chłopaków. Czasem wracaliśmy z nimi, czasem szliśmy gdzieś dalej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz