poniedziałek, 28 października 2013

Urodzinowe reminiscencje cz.1

Trębaczy było dwóch. Julka&Jul Band.
Julka nadawała ton, Julek naśladował. Zgrali się pięknie. I grali, grali, grali. Młodszy improwizował ogarnięty szałem dmuchania.
Radość z nowej umiejętności była pełna. Pełna naszej cierpliwości. Posłuchajcie gwizdania przez piętnaście minut. :)





niedziela, 27 października 2013

Trzy. Trzy latka Julka.

Julek, ty masz moc, wiesz?
Żaden facet mnie tak w życiu nie przeciągnął przez stertę emocji. Trzy lata temu, choć byłeś mniejszy od jaśka, do którego przykładam co wieczór głowę, płakałam przez ciebie, nienawidziłam tego obcego, którego przytachałeś, uwielbiałam cię, roztkliwiałam się nad tobą i sobą, irytowałam, dojrzałam przy tobie, nabrałam doświadczeń, które zmieniły mnie na wiele sytuacji życiowych. Serce przepadło dla ciebie. Zjadłeś je na samym początku.
Spokoju przy tobie nabrać nie mogę, zarumieniasz moje życie. Tętni tobą.
Zawstydzasz swoją szczerością.
Niepokoisz tajemnicą, zagadką.
A ty, gówniarzu, masz dopiero trzy lata. :)
Synku, jesteś doskonały! Choć tak rozjechany z moim wyobrażeniem.





czwartek, 24 października 2013

Fajka pokoju

Mogą rozmijać się mentalnie i intelektualnie.
Mogą nadawać na innych falach.
Mogą nie mieć po drodze.
Ale wspólne oglądanie bajki na komputerze zniosą bez kuksańców. A gdy do tego biszkoptowa przegryzka się znajdzie, mają wspólny mianownik.
Oto fajka pokoju moich synów. Baa, dwie w jednej. :)




poniedziałek, 21 października 2013

Konsultacja neurologiczna

Spotkanie konsultacyjne z neurologiem. Pani doktor co pół roku ogląda Julka, pilnie notuje moje obserwacje, bada szczegółowo pacjenta.
Bilans na dziś i na trzy lata za sześć dni.
Ruchowo Julek rozwija się wzorowo. Komunikacja jest do bani. I nie o mowę czynną tu chodzi. Ta u zespołowych dzieciaków nawet w wieku pięciu lat zaczyna kiełkować. Julek w bardzo ograniczony sposób reaguje na proste, bardzo proste (przynajmniej z naszego punktu widzenia) polecenia. Przykład z brzegu. Julek siedzi w pampersie na kozetce, ja obok. Pani doktor bada młoteczkiem, po badaniu pyta: - Julek, gdzie masz brzuch? Cisza. Zero reakcji. Drugie pytanie: - Julek, gdzie mama? Cisza. Zero reakcji. Zero spojrzenia w moją stronę.
Ja mam tak codziennie. Julek reaguje wybiórczo. Bardzo wybiórczo. Nie zdarzyło mu się do tej pory, że na pytanie: gdzie Krzyś? gdzie tata? gdzie mama? podniósł palec i wskazał. Choć sam z siebie palcem pokazuje szafkę, w której schowane są biszkopty. Wybiórczość. Czym spowodowana? Tempem rozwoju? Przyswajania? Charakterem? Słuchem? Pracą mózgu?
Pani doktor sugeruje zbadać słuch (za tydzień mamy kontrolę w Kajetanach, pogadamy o tym). I dała nam skierowanie na badanie eeg. Żeby poszukać klucza do julkowej głowy.
Przy dobrych wiatrach ten typ tak ma. Po prostu.
Przy mniej sprzyjających przyczyna może okazać się medyczna.
28 listopada o godz. 17.00 Julek będzie miał zrobione eeg. Jeśli zaśnie. Czeka nas dzień, w którym nie ma śpiocha. Jest radocha. I sen po wynik ten.
Jak Scarlett O'Hara pomyślę o tym jutro.

niedziela, 20 października 2013

Osiągnięcia Julka cz. 2

Julek doskonali swoją zręczność.
Włazi samodzielnie po schodach i złazi po nich. Uwaga! Na dwóch nogach. Przytrzymując się poręczy.
Włazi na drabinę, schodzić po niej nie zamierza. Gdy chce zejść, woła nas niewerbalnie, ale znacząco. Wiadomo o co chodzi.
Dmucha. Dmucha całusy, świeczkę i nos. Ten ostatni jak nie ma much w środku.
Wspina się na palcach i każde drzwi otwiera. Klamki przestały być dla niego tajemnicą.
Nieźle operuje łyżką. Jogurt zjada bez potknięć, zupę częściowo wylewa po drodze. Jakaś połowa trafia do buzi.
Gada przez telefon. - Ejoejoejo - wprost do słuchawki. Tłumacza przy tym nie włącza.



piątek, 18 października 2013

Zabawa z masą solną

Plastycznie zatrzymałam się na zielonym pasku na dole (trawa), niebieskim na górze (niebo), żółtym kółeczku (słońce) i kompletnie niewymiarowych, płaskich domkach. Księżniczki w moim wydaniu miały żółte albo czarne włosy, bufiaste rękawki i długie sukienki na krynolinie. Wszystkie podobne do siebie, bez wyrazu i nieproporcjonalne.
Papranie się w plastelinie było karą, a malowanie stratą czasu.
Dzieci nic w tej kwestii nie zmieniły.
Ale że już kilka dni siedzimy razem, spacery do niedawna były zakazane, ile bajek można oglądać i układać puzzle, wyjęłam więc bloki, kredki, nożyczki i inne takie, no wiecie. Grzebałam w pamięci i szukałam piekieł-niebieł, stateczków, wycinanek, rysowanek, litery przemycając, mapy piratów rysując. Aż tu "Ciekawski George" mnie natchnął, gdy gigantyczny kciuk lepił z błota. I tak z zakamarków pamięci masę solną wyjęłam. Jakiś na prędce przepis wygooglałam i tak pół dnia spędziliśmy na lepieniu nie-wiadomo-czego.
Krzyś jakąś wyrzutnię armat tworzył, Julek paprał się i głównie organoleptycznie angażował, wsadzając do ust kopalnię soli. Największą uciechę mieli, gdy wyjęłam foremki, które masę w konkretny kształt przyoblekły. Potem to wszystko malowaliśmy.
Płaskie lica nadal przewodzą. Talentu w tej bajce jak nie było, tak nie ma.
Ale cośmy masę solną pougniatali to nasze. :)








czwartek, 17 października 2013

Zmiana planu

W połowie ubierałam towarzystwo na spacer, w połowie ubierało się samo.
Siedzieli na ławeczce obok siebie i poszturchiwali.
Julkowi nie pasowało to, że Krzyś usiadł tam, gdzie on zwykle siada, a Krzysiowi, że Julek się szarogęsi.
- No dobra chłopaki, nie musicie się lubić, ale kochać i szanować już bezdyskusyjnie tak. Szturchaniom mówię STOP!
Głośno wyartykuowałam to, co od kilku dni siedziało mi na wątrobie.
Lżej mi się zrobiło. Choć nadal nie wiem, czy w dobrym kierunku podążam.
Chłopaki na spacerze zajęli się swoimi sprawami.