poniedziałek, 5 października 2020

Kartka urodzinowa dla Julka?

Wielkimi krokami zbliżają się urodziny Julka.

Za trzy tygodnie, 27 października, skończy 10 lat! Dziesięć lat! Prawie niewiarygodne. ;)

Biłam się z myślami, czy Was prosić o to, o co zaraz poproszę, bo mam do tego pomysłu ambiwalentne odczucia, ale wiem, jak Julka ucieszyłyby - kartki z życzeniami dla niego.

Uwielbia dostawać przesyłki, rozpakowywać je, cieszyć się z tego, co zostało do niego przysłane. I gdy robię przez internet jakieś zakupy dla Julka, wpisuję jego imię i nazwisko. Paczķa czeka na rozpakowanie przez adresata. A towarzyszy temu za każdym razem nieskrywana, autentyczna radość. I takie niedowierzanie "to dla mnie?". 

W czerwcu dotarła do Julka przesyłka od jego wychowawczyni. Zaskoczenie dla nas wszystkich. Nie wiedzieliśmy, co kryje zgrabna paczuszka. Piękna niespodzianka. Julek pełen emocji rozdzierał papier. A w środku znalazł dyplom za dokładne i samodzielne mycie zębów oraz książkę o Ignacym Miętusie - sympatycznym jeżu, który pomógł pewnemu dyrektorowi ZOO - Alfredowi Niecierpliwcowi ogarnąć rozpanoszoną w ZOO powszechną niechęć zwierząt do mycia zębów ("Wielkie mycie zębów w ZOO" Sophie Szoenwald, Günter Jakobs - polecamy z Julkiem!).

Zatem - jeśli macie ochotę i czas - przyłączyć się do wspólnego świętowania z nami tych szczególnych, okrągłych urodzin Julka, przyślijcie, proszę, Julkowi kartkę z życzeniami urodzinowymi. Zapewniam, że sprawicie jemu (i nam) ogromną radość. :)

Adres udostępnię e-mailem. Można pisać do mnie na: calkowska@interia.pl lub julkonek@gmail.com


piątek, 2 października 2020

Zmiany

Gdy przez lata byłaś przyzwyczajona do bezkontuzyjnego, bezchorobowego i bezproblemowego dzieciaka i nagle to cudowne dziecko najpierw doznaje urazu pięty, potem przez trzy dni boli go brzuch (wyrostek i stres wykluczone), po drodze zalicza dwudniowy ból przewianej głowy bo rower bo wiatr bo bez czapki, a na koniec kompleksowego, dwutygodniowego ograniczenia hulajnogi, treningów piłki nożnej i wf (zwolnienie od ortopedy), czyli na początku powrotu do tego, co kocha robić, zalicza spektakularną kontuzję kolana tak, że musisz zaraz/natychmiast pojechać po syna do szkoły, ale jednocześnie jesteś w zawieszeniu: gnać - nie gnać na SOR, bo kość cała i może stabilizator plus odpowiednie maści pomogą, zaczynasz wątpić, czy chciałaś, naprawdę chciałaś, żeby synek wyrósł z dziecięctwa.

Gdy do tego jeszcze dochodzi cała masa nastrojów, jak wachnięć wiosennego ciśnienia, od westchnień, uniesień, euforii po doły i depresje. Piękna sinusoida emocji. Wczuwanie się w siebie, nadwrażliwość, stawianie na kolegów, wzmożona potrzeba czułości rodziców ale tak, żeby nikt, absolutnie nikt, zwłaszca któryś kumpel tego nie wiedział, przestajesz robić sobie drwiny z idiotycznie brzmiącego hasła: małe dziecko mały kłopot, duże dziecko duży kłopot.

Dojrzewanie. Zaczął się nowy etap mojego macierzyństwa.

wtorek, 29 września 2020

Na basenie

Chcesz się nauczyć kombinowania? Weź lekcję, dwie u Julka.

Basen. Zajęcia z panem Krzysztofem. Zawsze na końcu, w nagrodę Julek zalicza zjazd(y) na rurze. Ilość zjazdów do ustalenia.

Nie inaczej jest tej niedzieli. Julek wędruje, zjeżdża, uciecha na maksa. Gdy limit zjazdów się kończy, pan Krzysztof informuje (zasady są jasne):

- Julek, teraz ostatni zjazd.

Julek ochoczo się zgadza. Wędruje, zjeżdża, uciecha na maksa.

- Julek, a gdzie Twój czepek?

- Na górze. - odpowiada Julek. Z szelmowskim uśmiechem, a jakże.

Pan Krzysztof nie daje się jednak zwieść. Na szczęście.

Bierze Julka za rękę, wchodzi z nim po schodach na górę, Julek zabiera pozostawiony tam czepek i schodzą po schodach na dół. Rura musi poczekać.

1:0 dla instruktora.

piątek, 18 września 2020

Tylko konie

Zeszyt do korespondencji Julka w roku szkolnym 2019/2020. Wrzesień.
pochwała dla Julka za wspólną zabawę,
projekt "Razem możemy wiele" - chrońmy naszą Ziemię,
zaproszenie za zajęcia Zumby,
projekt edukacyjny "Mały Miś w świecie wielkiej literatury",
sprawy porządkowe (składki, ubezpieczenie, świetlica, zgody, obiady itp.),
program ekologiczno-przyrodniczy "Drzewo w mieście",
pochwała za pracę na lekcji,
Tydzień Zdrowia (wspólne szykowanie zdrowego jedzenia, wyciskanie soku),
koncert (szkoła raz w miesiącu zaprasza muzyków, dzieci poznają instrumenty, różne style muzyczne)
akcja zbiórki maskotek dla dzieci z sali wybudzeń po operacjach,
Spartakiada Sportowa.

Dzieje się! Dużo, kolorowo, różnorodnie dzieje się. Pozytywny zawrót głowy.

Ten sam dziennik do korespondencji w roku szkolnym 2020/2021. Wrzesień.
pochwała za poranek,
składka za obiady,
informacja o zderzeniu się ze ścianą na wf (nic się nie stało, lekkie zadrapanie),
pochwała za zachowanie na koniach i super wykonywanie ćwiczeń.

Tyle. Tak tylko tyle. Ze wszystkich ubiegłorocznych akcji, projektów, nauki przez wspólną zabawę pozostała hipoterapia. Stosunkowo wolna od wszelkich zarazków, bo na świeżym powietrzu, zielonej przestrzeni, w zasięgu kilkunastominutowego spaceru na nogach. 
Koronawirus. Paskudztwo, które nikczemnie wkradło się w nasze życie i burzy wszelki porządek. 





Zdjęcia dzięki uprzejmości wychowawczyni Julka pani Edyty Płochy.


środa, 2 września 2020

Nowy rok szkolny

Zaczął się. 

Zaczął się nowy rok szkolny. 

Zauważam (ze smutkiem?), że z każdym wrześniem to nie moim dzieciom jest trudno/trudniej (niepotrzebne skreślić) ogarniać nowe/stare obowiązki, podejmować inne wyzwania, docierać się z planem lekcji i nieznanym harmonogramem. To ja coraz mozolniej mierzę się z końcem wakacyjnego luzu. To ja jestem zaskakiwana wiadomościami, czy od września kontynuujemy lekcje pływania (dziękuję bogowie i mili ludziska, że wy o nas jeszcze pamiętacie). To ja przestawiam budzik o kilkanaście minut wstecz. To ja zapisuję w kalendarzu każde ważenie, badanie, zebranie, listę książek, zeszytów, maseczek, meczów, dodatkowych lekcji, żeby niczego nie przeoczyć, nie zapomnieć. Trudno, coraz trudniej. 

Jak to dobrze, że starsze dziecię czuwa. Wie więcej, samodzielnie, choć z pewną czasem taką nieśmiałością ogarnia dojazdy i powroty do i ze szkoły raz rowerem, raz autobusem (okularnik w deszczu ma przechlapane), jeszcze zadzwoni z rana, w chwili, gdy akurat wygrzebuję się z auta z Julkiem, plecakiem, workiem, przydasiami, w jednej ręce trzymając cały ten majdan, w drugiej kluczyki do auta, z pytaniem: gdzie są moje tenisówki? – Halooo, synku, tam gdzie je położyłeś. – Ale gdzie je położyłem, nie wiesz, mamo? No, taka klasyka z rana. 

Młodsze samo się ubierze, jeszcze nie jęczy, że wstaje. Pełna ekscytacja. Choć wczoraj mina mi nieco zrzedła, gdy jak huba przyklejone do mnie, onieśmielone, zawstydzone, ledwo dało się namówić do tego, żeby dołączyć do swojej grupy. Swoich kumpli, koleżanek i pani. Spodziewałam się dzisiaj rano teatru. Wielkiego nie odchodź, zostań, boi tak, że ledwo wymknę się ze szkoły. Młodsze dziecię jednak zaskoczyło. Przebrało się, cmoknęło w maseczkę, pognało do pań. Niech tak już pozostanie. 

Wrzesień. Jesień się zaczyna. 



czwartek, 20 sierpnia 2020

Towarzysko

Życie towarzyskie dwunastolatka wygląda tak. Wskakuje na rower albo hulajnogę i pędzi parę kilometrów na spotkanie z kumplami. Nie ma go kilka godzin, podczas których dzieją się sprawy ważne, ważniejsze i nic nie znaczące. 

Albo wygląda tak:

- Mamo, wpadliśmy tylko na chwilę.

I oto przez salon wędrują sobie spłoszone moją obecnością nastolatki. Jeden, dwa, trzy, o cześć! Damian, dawno Cię nie widziałam, pięć, Michał?, siedem. Przy jedenastym zaczynam się gubić. ;)

Wakacje. Jedyny taki czas totalnej bezstroski.


wtorek, 18 sierpnia 2020

Wakacje w BB

Tygodnie wakacyjne mkną z prędkością światła. Nie wiem kiedy, nie wiem jak znalazłam się w środku sierpnia. Krzysiek od dwóch dni na obozie piłkarskim, ja od tygodnia w pracy, Julek pod opieką babci Aldony, a Radek bez wakacyjnego wytchnienia działa w pracy i ogrodzie. 

A jeszcze wczoraj byłam w lipcu. Napawałam się oddechem bez dzieci, gdy te grzecznie odstawione, przebywały pod skrzydłami babci Krysi w Bielsku-Białej. Nie żebyśmy z mężem zaszaleli jak w piosence Kazika. Wyjechały dzieci na wakacje, a my popołudniami okupowaliśmy kanapę racząc się filmem w TV, lampką wina (ja), nicnierobieniem. Cisza dzwoniła w uszach. Nikt nic nie chciał od nas. Żadnego soku, mleka, nowych trampek, wycieczki rowerem. Nie trzeba było nikogo gonić do łóżka, pilnować wieczornej toalety, przypominać po wielokroć o sprzątnięciu butów, rzuconych rzeczach, brudnych kubkach, umyciu zębów. To ogromne, nieocenione wsparcie, gdy babcie przejmują ster opieki nad dziećmi – jedna w Bielsku dwadzieścia cztery godziny na dobę, druga na naszej wsi, gdy oboje z Radkiem pracujemy.

W Bielsku Krzysiek szalał z chmarą dzieciaków pod blokiem na hulajnodze, Julek czasem dołączał, czasem nie, a jak już schodził to po, żeby zaraz wejść z powrotem na górę. Babcia miała niezłą gimnastykę. :) 

Najfajniejsze jest to, że Julek był świadomy wszystkiego. Gdy tylko ich przywiozłam, wszedł na krzesło w babcinej kuchni po to, by sięgnąć kalendarza. Zawołał: - Baba, mama tu!? Babcia wiedziała, o co Julkowi chodzi. Zakreśliła dzień mojego przyjazdu i Julek już wiedział, że ten czas w Bielsku bez mamy, taty i Kilki jest konkretny, określony. Że przyjadę po nich i wrócimy do domu. Nie tęsknił, współuczestniczył w bielskim życiu domowym. 

Po dziesięciu dniach przyjechałam i zostałam kilka dni. Zaliczyliśmy obowiązkowo skatepark i basen w Cygańskim Lesie. Byliśmy na pizzy i lodach, działaliśmy na zwolnionych obrotach. Wreszcie przywiozłam chłopaków do domu, do stęsknionego taty i skołowanej Kilki. Pierwszy w życiu Julka miesiąc poza domem. Dwa tygodnie ze mną i bratem w górach, drugie dwa tygodnie w Bielsku z babcią i na końcu ze mną. Lipiec minął.