Ładny, zgrabny, miły. Uśmiech pełen wdzięku. Twardy negocjator. Lubi postawić na swoim i wszystkich na baczność. Dynamiczny, z poczuciem humoru i buntem na wynos. A, ma zespół Downa. Ciągle o tym zapominam. Serio. Tylko jego rozwój i ciekawskie spojrzenia przypominają czasem, że ma. Przed państwem - Julek, młodszy brat Krzysia. Obaj to moi synowi. Dumna z nich ja!
poniedziałek, 11 lipca 2022
Czerwony Klasztor
sobota, 9 lipca 2022
Pieniny
W tym roku na nasz pobyt wypoczynkowo-rehabilitacyjny wybraliśmy Pieniny. Ekipa zespołowców zjechała się pod samiutkie Trzy Korony i pokonuje własne ograniczenia.
Pierwszego dnia Julek jęcząc, buntując się i złorzecząc wdrapał się na Przełęcz Szopka Chwała Bogu. Stąd było zaledwie 45 minut na Trzy Korony, ale to nie był cel naszej wyprawy tego dnia (choć większość ekipy, w tym Krzysiek skorzystali z okazji i kopsnęli się na szczyt). Julka nie namawiałam. Zeszliśmy powoli w towarzystwie Maksa, kolegi zakątkowego. Schodzenie obyło się bez jęków. Perspektywa gofrów i telefonu była bardzo obiecująca. ;)
Za to wczoraj Julek przeszedł samego siebie i pokonał trasę Sromowce Niżne - Czerwony Klasztor po słowackiej stronie - Szczawnica. 13 km, 19 tys. kroków. Narzekał, smęcił, ale szedł. Szedł dużo sprawniej, chętniej, współpracując pięknie. Jednak wchodzenie pod górkę jest dużo bardziej wymagające dla Julka. Tu, wzdłuż Dunajca, równą, lekko kamienistą drogą wędrował bez większych oporów. Dwukrotnie złapał nas ulewny deszcz, potem wyszło słońce, raz potknął się o moją nogę i wywrócił (obyło się bez płaczu, ale maciupeńkie skaleczenie wszystkim pokazywał). Była moc. Dotarliśmy szczęśliwie do celu.
czwartek, 30 czerwca 2022
Sami w domu
To, że moi synowie rosną, zmieniają się, dojrzewają nie tylko fizycznie dostrzegam niemal codziennie. Mimo że przeobrażenie w człeka dorosłego to proces. Wieloletnia ewolucja.
Dziś doświadczyłam sytuacji, gdy z powodu zbiegu kilku spraw w jednym czasie, musieli zostać na parę godzin sami. To, że Krzysiek rządzi się dojrzewającą samodzielnoscią, to już chleb powszedni. To, że Julka czasami zostawialiśmy zupełnie samego na 20-30 minut samego, też wiadome. Dzisiaj jednak Julek został zaopiekowany przez starszego brata.
I to był taki moment, gdy absolutnie nie bałam się, że coś pójdzie nie tak. Uwierzyłam w dojrzałość, świadomość i zrozumienie sytuacji przez obu moich chłopaków. Przyjęli na klatę okoliczności. Krzysiek przejął dowodzenie. Zarządził film na Netfliksie. Doładował na stół słodkości i wodę. Siedzieli razem. Aż wreszcie wrócił tata od wyjątkowo wymagającego. klienta. Potem babcia z dziadkiem ze szpitala. I na końcu ja z długiego posiedzenia zamykającego poprzedni rok finansowy.
Taki czas. Wakacji. Luzu. I logistycznych wygibasów opieki nad Julkiem. Chłopcem całkiem nieźle funkcjojującym, ale nie na tyle, żeby pozostawał na dłużej niż pół godziny bez wsparcia.
sobota, 25 czerwca 2022
Wakacje
czwartek, 23 czerwca 2022
Cyfry
wtorek, 7 czerwca 2022
Sezon start
Wydaje się mało prawdopodobne, ale w tym roku sezon rowerowy otworzyliśmy w miniony weekend. I to też połowicznie.
Kwiecień - zimno.
Maj - pogoda w kratkę, weekendy zajęte przygotowaniami do komunii Julka albo egzaminów Krzyśka, w to wszystko wplątany w zasadzie permanentny katar najmłodszej latorośli. Nie było głowy do roweru.
Miniony weekend wreszcie słońce, ciepło, katar w odwrocie, tylko ja coś siły nie miałam, więc wzięliśmy Kilkę na smycz, Julka na rower i ruszyliśmy powoli (kto powoli to powoli) wzdłuż naszej ulicy. I wtedy okazało się, że nie tylko ze spodni dresowych nasz Julek wyrósł. Trzeba koniecznie podnieść siodełko i kierownicę. Chłopak pnie się w górę.
PS Mówi się, że jazdy na rowerze się nie zapomina. To fakt. Julek wsiadł i pojechał. Za to trzeba było zorganizować szybki kurs nauki picia z poidełka. Zapomniał, jak to się robi. :)
wtorek, 31 maja 2022
Wycieczki
Ten maj był wyjątkowo obfity w wydarzenia dużej, większej, średniej rangi. Pierwsza Komunia Julka, egzaminy ósmoklasisty Krzysia, występ Julka i na koniec wisienka na torcie. Wyjazd chłopców.
Zdarzyło się tak, że w tym samym czasie, w różnych kierunkach, ale obaj po raz pierwszy, wyruszyli w stronę przygody. Krzyś do Danii na pięć dni w ramach projektu Erasmus, Julek do Wólki Dłużewskiej ze swoją klasą i Wychowawczynią na trzydniową wycieczkę. Krzysiek po raz pierwszy zagranicę, Julek po raz pierwszy na samodzielny wyjazd bez mamy i taty.
W niedzielę działo się. Pakowanie, szykowanie, ostatnie wskazówki. Krzysia zawiozłam o 23:00 pod szkołę, skąd ruszali autokarem, Julka w poniedziałek rano na 8:15. Pojechali.
Każdy szczęśliwy. Messenger rozgrzany do czerwoności. Spływają wiadomości. Z Danii, z Wólki, od Krzysia, od Marianne, od mamy Zuzi. Równolegle moi synowie doświadczają czegoś nowego, odkrywają nieznane emocje, oglądają inny kawałek świata. Każdy mi o tym opowie. Każdy tak jak potrafi.
Wyjątkowo byłam spokojna o Julka. Z ogromną świadomością pakował się na wyjazd. Powtarzał, że będzie spać z Antkiem, bez mamy, bez taty. Pomachał na do widzenia. Nawet się za mną nie obejrzał. Wsiadł do autobusu i odjechał.
Pani Edyta donosi, że żadne dziecko nie tęskni. A mnie apetyt rośnie na więcej. Więcej i więcej takich samodzielnych wyjazdów Julka.




















