wtorek, 12 czerwca 2018

ppp

Odroczenie obowiązku szkolnego. Rozdział dwudziesty piąty.
Miało być szybko, prosto i czysto formalnie.
Była wizyta z nie tym, co trzeba psychologiem i krótki wywiad spisany na kartce wyrwanej z zeszytu.
Potem spotkanie z pedagogiem i badanie Julka z moją pomocą oraz ryzykiem kontynuacji na kolejnej wizycie (ludzie! ja pracuję!).
Teraz telefon, że jeszcze potrzebne badanie psychologa. Helllou!!! Już się widzieliśmy, już rozmawialiśmy. Mimo mej prośby nie uwzględniono notatek od pierwszego psychologa. Teraz, znaczy dziewiątego lipca (bo wcześniejszych terminów nijak wstrzelić nie dało się do naszego terminarza wypełnionego innymi sprawami) mamy kolejne spotkanie. Chyba ostatnie. Mam nadzieję, że ostatnie.
Nie kumam tej drobiazgowości. Nie proszę o konkretne orzeczenie, ale zwykłe, zasadne odroczenie.
I ten bałagan od samego początku. Zgrzytam. Dokładam cegiełkę do nielubienie placówki, z którą zderzymy się znowu w przyszłym roku, kiedy Julek ponownie będzie przechodził cykl badań, żeby otrzymać orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego na etap wczesnoszkolny.
Teraz bujamy się od marca.
Turnus trwa.
Julek dzielnie pracuje, jeszcze sprawniej odlicza dni do powrotu. Wczoraj wszystkim pokazywał na palcach cztery dni. Dziś zaraz po przebudzeniu pokazał mi trzy. Matematyka w praktyce. Motywacja na piątkę.

niedziela, 10 czerwca 2018

Bianka

Weekend to przerwa od zajęć. I pełno wolnego czasu, który trzeba dzieciom czymś wypełnić. Zawsze były do południa animacje. W tym roku je odwołano, a ośrodek nie poszukał nikogo w zastępstwie. Przynajmniej wyjazdu do ZOO nie odwołano. Podjechał autobus i zabrał wesołą wycieczkę zdominowaną przez dzieci z zespołem Downa w wieku od 3 do 14 lat. Kierunek ZOO.
W płockim ZOO byliśmy dwa lata temu. Wtedy Igor z Julkiem jeździli w wynajętym drewnianym wózeczku, który na zmianę z Sylwią ciągnęłyśmy. W tym roku Julek samodzielnie wędrował ba! pędził od wybiegu do wybiegu. Szukał rekina i goryla. Ten pierwszy znalazł się w pięknym akwarium, ten drugi tylko na obrazku. Obejrzał z zaciekawieniem surykatki, żyrafę, zjadł gofra (zamiast loda przez katar, który od wtorku z lekka dokucza), wlazł do torby kangura (z trudem wymawiając wyraz "kangur"), przystanął przy słoniach, ale to przez pawia, który łaził między nimi, zamówił sobie sok, kulturalnie skorzystał z toalety, zaliczył małpi gaj.
Małpi gaj w płockim ZOO to malowniczno zawieszone nad konarami wysokich krzewów kilka torów przeszkód dla dzieci w wieku od 4 lat do 12. Zakończyć to przejście można zjazdem tyrolką (powątpiewałam, czy Julek zjedzie - ta wysokość i długość zjazdu) albo przewędrowaniem ścieżką mniej wyczynową. Nie że wątpię w możliwości Julka. Ja wiem, że to zwinne i ruchliwe dziecko. Nie wiedziałam jednak, że pomknie po nieznanym terenie z prędkością światła. Minie Biankę i Tomka. Zjedzie błyskiem po mega zjeżdżalni, wdrapie się na poziom wyżej i zanim zdążę zaczerpnąć powietrze, zjedzie tyrolką z okrzykiem: "Lutuuuuj!!!!". Uwielbiam to szczęście w roziskrzonych oczach Julka.
Ale to nie Julek był dla mnie tego dnia bohaterem (choć w środku pękałam z niego z dumy), ale Bianka.
Bianka to dwunastolatka. Bardzo delikatna w obyciu, silna budową ciała. Miękka na zewnątrz i w środku. Wyraźnie mówi. I wie, co mówi. Niespieszna jak Ent. Gdy Julek zaliczał trzecią rundę po placu zabaw, Bianka mozolnie brnęła do przodu. Powoli, ostrożnie, z namysłem. Wreszcie dotarła do końca i utknęła na tyrolce. Klasyczny dylemat. Chciałabym, ale boję się. Grażyna wołała: - Chwyć mocno uchwyt!  A Bianka: - Wiem, Grażyna! Edyta (mama Bianki) wołała: - Dasz radę, Biana! A Bianka: - Boję się! Ja wołałam: - Bianka, czekam na ciebie po drugiej stronie. Złapię cię! A Bianka: - Marta, czekaj! Nie trwała w bezruchu. Racjonalizowała swój strach. Tłumaczyła sobie, co może, jak może i czy da radę. Zrobił się korek. Dzieci za nią czekały na swoją kolejkę. A ona walczyła z lękiem. Walczyła, walczyła i jeszcze walczyła. Długo walczyła. Wstrzymałyśmy oddech. Wreszcie. Wreszcie usiadła. Chwyciła uchwyt. Zjechała. Dostała brawa, że chyba całe ZOO słyszało. Fajna dziewczyna! Koleżanka Julka. :)










sobota, 9 czerwca 2018

Kubuś Puchatek

Kubuś Puchatek. Maskotka niemała, zakurzona, w zasadzie brudna. Wylądowała w rękach Julka. Chciałam ją odebrać, ale Julek uparł się, że zabierze ją na zajęcia (właśnie czekaliśmy na nie).
- Kubuś na zajęcia. - powtarzał Julek, co rusz całując umorusane oblicze Puchatka. Uśpił mą czujność. Uwierzyłam w więź na prędce wyprodukowaną przez Julka. I w pomysł zabrania nowego przyjaciela do p. Anety.
Drzwi się otworzyły.
Julek zwinnym ruchem bach! (nie przekraczając progu pokoju) wrzucił maskotkę na środek pomieszczenia. Machnął ręką wołając: - Do widzenia! Zrobił obrót i w nogi.
Refleks zadziałał. Syn nie czmychnął daleko.
Postępy Julka są różne. I w mowie i w społecznych kontaktach i w kombinowaniu i w prędkich ucieczkach.
Nie dajcie zwieźć się pozorom. ;)

środa, 6 czerwca 2018

Logopeda

Pierwsze zajęcia z logopedą.
Julek bezbłędnie odpowiada, co widzi na kolejnych obrazkach: kot, baran, flet, pies, koń itd. Pani bada, słucha, pyta.
Julek w warunkach laboratoryjnych wypowiada wyrazy niemal bezbłędnie, a na pewno zrozumiale. Są trudności w artykulacji niektórych zbitek sylabowych, ale Julek nie zraża się. Powtarza. Współpracuje.
Krótki wywiad ze mną.
I na koniec to zdanie. Właściwie kilka.
"Ale pani mnie w błąd wprowadziła. Mowa Julka nie jest na poziomie dwulatka, ale trzy- czterolatka. Chłopak porozumiewa się prostymi wyrażeniami. Ma ogromny potencjał. I naprawdę nie był prowadzony tomatisem i (tu nazwa jeszcze innej terapii)? Niewiarygodny postęp."
Takie słowa uskrzydlają. Dodają wiary w postęp mowy Julka.
Turnus rehabilitacyjne w ośrodku 12 Dębów pod Płockiem trwa.
Sfinansowany z 1%. Dziękujemy! :)


niedziela, 3 czerwca 2018

Zlot Zakątkowy

X Zlot Zakątkowy - szast-prast - i minął. Ledwie przyjechaliśmy do Zaździerza we czwartek, a już zrobiła się niedziela przedpołudnie. Pożegnaliśmy z Julkiem Krzysia i Radka i zostaliśmy, żeby zacząć turnus rehabilitacyjny.
Zlot to ludzie. Pogawędki, śmiechy, bitwa na balony wypełnione wodą, dmuchańce dla dzieci z okazji Dnia Dziecka i muzyczne wariacje, to również zawody sportowe i konkurs talentów. Działo się! Oj działo! Moc pozytywnej, pomarańczowej energii. :)







czwartek, 31 maja 2018

O koledze Julka

Nasze Stowarzyszenie Zakątek 21 ruszyło z cyklem Zespół Talentów, w którym prezentujemy dzieci i - mam nadzieję, że dorosłe osoby - z zespołem Downa, które mają talent albo pasję albo robią coś dobrze, bardzo dobrze, z wielkim zaangażowaniem. Przez ich talent chcemy pokazać, jak żyją, jak funkcjonują, jak są obecne w społeczeństwie. Obok nas. Różni i tak bardzo podobni do nas.
Znacie Julka. Piszę o nim od ponad sześciu lat. Czas, żebyście poznali również jego kolegów i koleżanki.
Kubę znamy od sześciu lat. Spotykamy się na Zlotach i zakątkowych turnusach. To wyjątkowy chłopak. Ferrari wśród fiatów, mercedesów i polonezów. ;) Kuba ma urok, rozbrajającą gadkę i wiele talentów. Jeździ na nartach, gra na perkusji, występował w filmie, pokonuje ponad dwudziestokilometrowe odcinki na rowerze, pływa. O jednym z jego talentów miałam okazję porozmawiać z Magdą Muszyńską - mamą Kuby.
Zapraszam do czytania!
Przed państwem Kuba Muszyński, który w wodzie czuje się jak ryba :)

środa, 30 maja 2018

Dzień Mamy i Taty

Po drodze w piątek zaliczyliśmy jeszcze Dzień Mamy i Taty w przedszkolu. Wprawdzie udział Julka w imprezie zawisł na włosku, bo w noc poprzedzającą (akurat gdy wróciliśmy ze świętowania naszej małżeńskiej rocznicy, bo jak atrakcje to wszystkie na raz) przyszedł w nocy i powiedział, że boli. Drapał się przy tym paskudnie. Stopa. Konkretnie to dwie. Wymacałam po omacku - Julek, mrówki cię pogryzły. Ale że chłopak drapał i drapał, zapaliłam światło. Obie stopy dokumentnie obsypane czymś czerwonym, swędzącym. Obejrzałam dziecko całe. Nigdzie indziej. Buty? Skarpetki? Upał? Pot? Jakaś reakcja alergiczna? Nic. Wysmarowałam żelem na pogryzienia, żeby nie swędziało.
Rano pojechałam do pracy. Stopy i tylko stopy obsypane. Zero gorączki. Apetyt jak zawsze. Samopoczucie idealne.
Decyzja: Julek jedzie do przedszkola. W końcu ten występ.
Gdy dojeżdżałam popołudniu do przedszkola, dogonił mnie telefon. Wysypka poszła dalej. Ale gramy.
Dzieci zeszły na dół, a mnie się gorąco zrobiło, gdy zobaczyłam Julka. Twarz cała w białe kropki. Nomen omen. A on tylko muchomorka grał. Rola niema, za to główna. Bo Muchomor został mężem Biedronki. Tej, do której żuk zapukał. Ten co to żony szuka. A potem tańcował mój Julek-Muchomorek w parze z Biedronką wdzięcznie wykonując prościutki układ taneczny.
Duży już ten mój Jul. Zaczyna wyglądać na jedno ze starszych dzieci (którym de facto jest!). Jeszcze nie przerasta ich o głowę, ale to rzeczywiście musi być jego ostatni rok w przedszkolu. Przedszkolu, które uwielbia z wzajemnością. Dobrze czuje się wśród tych wszystkich dzieci.
Prosto z występu pojechaliśmy do przychodni. No bo jak to jednak jakiś wirus?
Pani doktor obejrzała, osłuchała, w gardło zajrzała. Julek czyściutki. Tylko ta wysypka. Już na rękach, dłoniach, nogach, trochę brzuchu. Twarz nietknięta.
Dostał zyrtek i wapno. Diagnoza: reakcja alergiczna na pokarm. Ciekawe jaki? Skoro chłopak w poprzedzające dni nie jadł nic poza tym, co jadł do tej pory. Nawet na truskawki nie trafił.
W niedzielę wysypka zaczęła blednąć, we wtorek zostało kilka delikatnych kropeczek na stopach.
Jutro wyjeżdżamy do Zaździerza.
Najpierw Zlot Zakątkowy
A od niedzieli dwutygodniowy turnus.

fot. Emilia Domańska

fot. Emilia Domańska

fot. Emilia Domańska

fot. Emilia Domańska