piątek, 18 września 2020

Tylko konie

Zeszyt do korespondencji Julka w roku szkolnym 2019/2020. Wrzesień.
pochwała dla Julka za wspólną zabawę,
projekt "Razem możemy wiele" - chrońmy naszą Ziemię,
zaproszenie za zajęcia Zumby,
projekt edukacyjny "Mały Miś w świecie wielkiej literatury",
sprawy porządkowe (składki, ubezpieczenie, świetlica, zgody, obiady itp.),
program ekologiczno-przyrodniczy "Drzewo w mieście",
pochwała za pracę na lekcji,
Tydzień Zdrowia (wspólne szykowanie zdrowego jedzenia, wyciskanie soku),
koncert (szkoła raz w miesiącu zaprasza muzyków, dzieci poznają instrumenty, różne style muzyczne)
akcja zbiórki maskotek dla dzieci z sali wybudzeń po operacjach,
Spartakiada Sportowa.

Dzieje się! Dużo, kolorowo, różnorodnie dzieje się. Pozytywny zawrót głowy.

Ten sam dziennik do korespondencji w roku szkolnym 2020/2021. Wrzesień.
pochwała za poranek,
składka za obiady,
informacja o zderzeniu się ze ścianą na wf (nic się nie stało, lekkie zadrapanie),
pochwała za zachowanie na koniach i super wykonywanie ćwiczeń.

Tyle. Tak tylko tyle. Ze wszystkich ubiegłorocznych akcji, projektów, nauki przez wspólną zabawę pozostała hipoterapia. Stosunkowo wolna od wszelkich zarazków, bo na świeżym powietrzu, zielonej przestrzeni, w zasięgu kilkunastominutowego spaceru na nogach. 
Koronawirus. Paskudztwo, które nikczemnie wkradło się w nasze życie i burzy wszelki porządek. 





Zdjęcia dzięki uprzejmości wychowawczyni Julka pani Edyty Płochy.


środa, 2 września 2020

Nowy rok szkolny

Zaczął się. 

Zaczął się nowy rok szkolny. 

Zauważam (ze smutkiem?), że z każdym wrześniem to nie moim dzieciom jest trudno/trudniej (niepotrzebne skreślić) ogarniać nowe/stare obowiązki, podejmować inne wyzwania, docierać się z planem lekcji i nieznanym harmonogramem. To ja coraz mozolniej mierzę się z końcem wakacyjnego luzu. To ja jestem zaskakiwana wiadomościami, czy od września kontynuujemy lekcje pływania (dziękuję bogowie i mili ludziska, że wy o nas jeszcze pamiętacie). To ja przestawiam budzik o kilkanaście minut wstecz. To ja zapisuję w kalendarzu każde ważenie, badanie, zebranie, listę książek, zeszytów, maseczek, meczów, dodatkowych lekcji, żeby niczego nie przeoczyć, nie zapomnieć. Trudno, coraz trudniej. 

Jak to dobrze, że starsze dziecię czuwa. Wie więcej, samodzielnie, choć z pewną czasem taką nieśmiałością ogarnia dojazdy i powroty do i ze szkoły raz rowerem, raz autobusem (okularnik w deszczu ma przechlapane), jeszcze zadzwoni z rana, w chwili, gdy akurat wygrzebuję się z auta z Julkiem, plecakiem, workiem, przydasiami, w jednej ręce trzymając cały ten majdan, w drugiej kluczyki do auta, z pytaniem: gdzie są moje tenisówki? – Halooo, synku, tam gdzie je położyłeś. – Ale gdzie je położyłem, nie wiesz, mamo? No, taka klasyka z rana. 

Młodsze samo się ubierze, jeszcze nie jęczy, że wstaje. Pełna ekscytacja. Choć wczoraj mina mi nieco zrzedła, gdy jak huba przyklejone do mnie, onieśmielone, zawstydzone, ledwo dało się namówić do tego, żeby dołączyć do swojej grupy. Swoich kumpli, koleżanek i pani. Spodziewałam się dzisiaj rano teatru. Wielkiego nie odchodź, zostań, boi tak, że ledwo wymknę się ze szkoły. Młodsze dziecię jednak zaskoczyło. Przebrało się, cmoknęło w maseczkę, pognało do pań. Niech tak już pozostanie. 

Wrzesień. Jesień się zaczyna. 



czwartek, 20 sierpnia 2020

Towarzysko

Życie towarzyskie dwunastolatka wygląda tak. Wskakuje na rower albo hulajnogę i pędzi parę kilometrów na spotkanie z kumplami. Nie ma go kilka godzin, podczas których dzieją się sprawy ważne, ważniejsze i nic nie znaczące. 

Albo wygląda tak:

- Mamo, wpadliśmy tylko na chwilę.

I oto przez salon wędrują sobie spłoszone moją obecnością nastolatki. Jeden, dwa, trzy, o cześć! Damian, dawno Cię nie widziałam, pięć, Michał?, siedem. Przy jedenastym zaczynam się gubić. ;)

Wakacje. Jedyny taki czas totalnej bezstroski.


wtorek, 18 sierpnia 2020

Wakacje w BB

Tygodnie wakacyjne mkną z prędkością światła. Nie wiem kiedy, nie wiem jak znalazłam się w środku sierpnia. Krzysiek od dwóch dni na obozie piłkarskim, ja od tygodnia w pracy, Julek pod opieką babci Aldony, a Radek bez wakacyjnego wytchnienia działa w pracy i ogrodzie. 

A jeszcze wczoraj byłam w lipcu. Napawałam się oddechem bez dzieci, gdy te grzecznie odstawione, przebywały pod skrzydłami babci Krysi w Bielsku-Białej. Nie żebyśmy z mężem zaszaleli jak w piosence Kazika. Wyjechały dzieci na wakacje, a my popołudniami okupowaliśmy kanapę racząc się filmem w TV, lampką wina (ja), nicnierobieniem. Cisza dzwoniła w uszach. Nikt nic nie chciał od nas. Żadnego soku, mleka, nowych trampek, wycieczki rowerem. Nie trzeba było nikogo gonić do łóżka, pilnować wieczornej toalety, przypominać po wielokroć o sprzątnięciu butów, rzuconych rzeczach, brudnych kubkach, umyciu zębów. To ogromne, nieocenione wsparcie, gdy babcie przejmują ster opieki nad dziećmi – jedna w Bielsku dwadzieścia cztery godziny na dobę, druga na naszej wsi, gdy oboje z Radkiem pracujemy.

W Bielsku Krzysiek szalał z chmarą dzieciaków pod blokiem na hulajnodze, Julek czasem dołączał, czasem nie, a jak już schodził to po, żeby zaraz wejść z powrotem na górę. Babcia miała niezłą gimnastykę. :) 

Najfajniejsze jest to, że Julek był świadomy wszystkiego. Gdy tylko ich przywiozłam, wszedł na krzesło w babcinej kuchni po to, by sięgnąć kalendarza. Zawołał: - Baba, mama tu!? Babcia wiedziała, o co Julkowi chodzi. Zakreśliła dzień mojego przyjazdu i Julek już wiedział, że ten czas w Bielsku bez mamy, taty i Kilki jest konkretny, określony. Że przyjadę po nich i wrócimy do domu. Nie tęsknił, współuczestniczył w bielskim życiu domowym. 

Po dziesięciu dniach przyjechałam i zostałam kilka dni. Zaliczyliśmy obowiązkowo skatepark i basen w Cygańskim Lesie. Byliśmy na pizzy i lodach, działaliśmy na zwolnionych obrotach. Wreszcie przywiozłam chłopaków do domu, do stęsknionego taty i skołowanej Kilki. Pierwszy w życiu Julka miesiąc poza domem. Dwa tygodnie ze mną i bratem w górach, drugie dwa tygodnie w Bielsku z babcią i na końcu ze mną. Lipiec minął. 



 

 

niedziela, 12 lipca 2020

Dolina Małej Łąki

Drugi tydzień wyraźnie spowolnił Julka. Zdecydowanie nie chciało mu się chodzić.
Nie miałam zmiennika na trasie, więc musiałam znosić te marudzenia, odmowy współpracy. I znów się zapomniałam. Tak bardzo chciałam pochodzić po górach, że zapamiętale ciagnęłam Julka. Za każdym razem do wyznaczonego celu.
Kłóciliśmy się, ja irytowałam, wybuchałam złością. Ba! Byłam chwilami wściekła na Julka niesubordynację. To nie były pozytywne emocje.
Górska wycieczka stała się udręką. Dla obu stron.
Krzysiek chodził z mocniejszą grupą. Miałam więc do motywowania tylko Julka. Tylko szybko rozrosło się do aż. Aż złapał mnie kryzys. Zniechęcenie tak duże, że odpuściłam sobie. Wczoraj w połowie szlaku zawróciliśmy.
I pewno czułabym się z tym bardzo paskudnie, gdyby nie otoczenie. Wszak spędzam tu czas z grupą rodziców, z którymi znamy się nie od dziś. Silna grupa wsparcia. Kryzys minął.
Dziś - na ostatnim naszym szlaku - zmieniłam taktykę. A może zwyczajnie odpuściłam sobie. Swoje chcenie zostawiłam w ośrodku. Dostosowałam się do tempa Julka. Szliśmy ostatni. Ogony z panią Danusią - naszą przewodniczką. Szła z nami jeszcze Ada. Koleżanka z zespołu. 
Julek co kilka kroków żądał odpoczynku.
Kroki zamienilam na pieniek przed nami, mostek, kamień. Przerwy robiliśmy częściej, ale na krócej. I szliśmy. Skręciliśmy na niebieski szlak. Wspięliśmy się połamanym lasem na Przysłop Miętusi, gdzie spotkaliśmy Krzyśka z resztą drużyny, która drugą stroną idąc zaliczyła już Polanę Małej Łąki. Mieli schodzić drogą, którą my ledwo co pokonaliśmy. Wymiana wrażeń, kilka zdjęć, niedługi odpoczynek i wyruszyliśmy z Julkiem dalej. 
Tego dnia wędrowaliśmy sami. I to nam służyło. Gadaliśmy trochę. Omijaliśmy błoto przy wybuchach śmiechu Julka. Zatrzymywaliśmy się na krótkie odpoczynki. Weszliśmy na Polanę Małej Łąki niezmęczeni. Niezmęczeni wędrowaniem (Julek), niezmęczeni motywowaniem (ja). To była naprawdę wartościowa wędrówka. Na dół zeszliśmy pół godziny po reszcie. Przedostatni. Usatysfakcjonowani.
Dlaczego tak często zapominam, że tak niewiele potrzeba, żeby było prościej. Wsłuchać się w dziecko i za nim podążać. Swoje ambicje i swoje ja chcę zostawić na boku.










piątek, 10 lipca 2020

Dolina Kościeliska

Obiektywnie patrząc wędrowka łatwa, może tylko monotonna, choć mnie wąwóz, wyrastające pionowe skały, wijący się wzdłuż drogi potok nic a nic nie nużyły. Dla chłopaków była to męka.
Julek co rusz pytał - Juusz?
Krzysiek zaliczał ogromny kryzys i kompletnie nie chciał iść. Do motywowania miałam chłopaków dwóch. Jęczał jeden, jęczał drugi. Ciągnęłam ich jak koń pociągowy. Umówmy się - takie górskie wycieczki nie są dla mnie miłe. Tracę cierpliwość, tracę energię, tracę pomysły. Swoje tempo muszę dostosowywać do tempa Julka. Nie mogę pozwalać mu zatrzymywać się przy każdym pieńku, każdym krzaczku i na każdym mostku na odpoczynek. Zakłócanie tempa wędrówki - jakiekolwiek ono by nie było, zupełnie nie służy chodzeniu po górach. Nie potrafię przekonać do tego Julka, który siły na znajdywanie wymówek, żeby nie iść ma, ale na samo chodzenie już sił mu brak. Takie człapanie w muzyce pojękiwań, skomleń i niechceniu do latwych nie należy. Zniechęca mnie. Smuci. 
Ale że zadaniowość we mnie dominuje, to do schroniska dotarliśmy. Krzysiek kupił colę i przekręcił się o sto osiemdziesiąt stopni. Wracał w podskokach. Do motywowania został już tylko młodszy. W sumie przeszliśmy dziś jakieś 12 km.
Wieczorne ognisko pokryło dymem zakłócenia ze szlaku. Kolejny dzień upłynął. Dobrze upłynął
Mimo wszystko.







środa, 8 lipca 2020

Dwanaście

Krzysiek dwunastolatek.
Cichy nieobecny tego bloga. 
Starszy brat Julka. Pierwszy syn. Mój, nasz wymarzony syn. Fajny syn. Fajny brat. Kształtuje się, wypełnia wyobrażone naczynie. Obserwuję rozwój młodego człowieka. Wspieram, wychowuję, błądzę, gadam, słucham, kocham. Kocham ponad wszystko i mimo wszystko.
Fajna zapowiedź człowieka jest z Krzyśka.
Kontaktowy, ciekawski, bystry, wysportowany, inteligentny, empatyczny, egoistyczny, wrażliwy. Lubię mojego syna. 
Lubię z nim rozmawiać.
Lubię go obserwować.
Lubię z nim spędzać czas.
Coraz mniej czasu. Bo kumple, bo swoje sprawy, swój świat.
Synku, zdobywaj go dobrze, mądrze, cierpliwie. Nie zniechęcaj potknięciami, z niepowodzeń wyciągaj wnioski. 
Dwanaście lat.
Dwanaście lat trwa moja największa przygoda.