niedziela, 31 maja 2026

Festiwal capoeiry

W sobotę Julek uczestniczył w ceremonii zmiany sznurów, która odbyła się podczas festiwalu "Juntos e  Misturados" zorganizowanym z okazji 25-lecia FICAG Polska. Sekcja Happy Capoeira, do której należy wraz ze swoimi zespołowymi kolegami i koleżankami, jest częścią tej organizacji.

Po oficjalnym powitaniu 


rozpoczęła się rozgrzewka, w której wzięli udział wszyscy uczestnicy.


Po ogólnym treningu uczestników podzielono na cztery grupy w zależności od stopnia zaawansowania. Do naszej grupy Happy Capoeira dołączyły początkujące dzieci. Trening prowadził mistrz z Brazylii. Julek nadal zanadto nie wysilał się ćwicząc. A potem było spotkanie w grupie, a po nim rozgrzewkowe roda. 


Po treningu wszyscy ustawili się w kręgu. Zaczynała się właściwa ceremonia. Ponieważ w tym roku FICAG Polska obchodziła 25-lecie istnienia ceremonia zmiany sznurów wśród instruktorów obchodzona była niezwykle uroczyście. To również moment, kiedy można obejrzeć roda na wysokim poziomie. Polscy instruktorzy wykonują symulację walki z brazylijskimi mistrzami. Trzeba mieć niezłą kondycję, żeby sprostać kilku takim tańcom. A gdy tempo podkręca rytmiczna muzyka dopiero wtedy można dostrzec w szybkości i dynamice ruchów mistrzów, jak niebezpieczny może to być taniec. Groźny bardzo dla przeciwnika. Ale jak tłumaczył profesore prowadzący całą uroczystość capoeira to nie tyle walka, co styl życia. 



Ponieważ nasze dzieciaki według reguł FICAG należą już do dorosłych, musiały długo czekać na swoją kolej. Ale było to naprawdę dojrzałe, cierpliwe czekanie. Widać było zmęczenie materiałem u wielu z nich, ale żadne nie robiło scen. Krótka przerwa na posiłek naładowała Julka energią.


Wreszcie przyszedł wyczekany moment - zmiana sznura. A po nim roda z Mistrzem. Szczęście i radość naszych dzieciaków są nie do podrobienia. Autentyczność i żywiołowość ich reakcji ładuje człowieka pozytywną energią. Cieszyli się jakby zdobyli złoto olimpijskie. A my - rodzice - z nimi. 




Po założeniu nowego sznura był czas na rodę. Umówmy się - capoeira nie jest mocną stroną Julka. Nawet trudno mówić o braku gracji w ruchach Julka, bo te ruchy są ograniczone do minimum. Julek jest bardzo statyczny. Nie ma w nim dynamiki i ekspresji. Mam wrażenie, że dwa lata temu, na ostatnim naszym batiztado, Julek więcej się wykazał. Postępów w umiejętnościach brak. 

I gdybym chciała poddać się pragmatyzmowi, wypisałabym Julka z zajęć capoeiry. Ale nie chodzi tylko o postępy. Chodzi o to, że capoeira to dla Julka aktywność, to kumple, to wreszcie poczucie przynależności do społeczności, która żyje capoeierą. Widziałam w Julku tę radość, gdy po otrzymaniu sznura poklepywał po ramionach stojące wokół osoby i nie byli to tylko kumple. Widziałam to szczęście i ekscytację, gdy został przesunięty w przeciwległy róg. Stał wśród dorosłych chłopaków z nie swojej bajki. I cieszył się razem z nimi tą chwilą. Tym oczekiwaniem na rodo z maestrem. Nie było w Julku dynamiki w tańcu capoeiry. Ale taki właśnie jest teraz. Nieśpieszny. Oszczędny w spożytkowanie energii. Uszanował to maestro. Nie przerwał roda. Taniec trwał. 

A Julek na koniec, w aucie skwitował dzień: - Super copeiera. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz