czwartek, 30 lipca 2026

Kolonie z BK

Po powrocie z Bielska nie minęło kilka dni, gdy ponownie pakowaliśmy walizkę. Tym razem tę największą, w której pomieściły się ubrania na ciepłe i zimne dni, trzy przebrania na planowane dyskoteki tematyczne, komplet na plażę, ręczniki, kosmetyczka i sterta bielizny. Julek po raz trzeci szykował się na kolonię ze stowarzyszenia Bardziej Kochani. 

Nie wykazywał wielkiego entuzjazmu. Rozumiał już, że kolonia to nie Zielona Szkoła z panią Edytą i na krótko. Nadal jednak było dla niego ważne, czy jedzie Antek, Jaś, Dominik Mały. W sumie z jego klasy było czworo dzieci, a z Antkiem był nawet w grupie. 

Wyjechali do Bęsi w pierwszy poniedziałek lipca na dziewięć dni. Początkowo pogoda ich nie rozpieszczała, aż w końcu przyszły dni ze słońcem. Mogli plażować. I wtedy zakończyły się telefony od synka, który dzwonił, żeby powiedzieć nie, że kocha, że tęskni, że fajnie, tylko, że czas minął. Prosty komunikat z Family Link. Wyznaczony limit  na telefonie na gry i you tube właśnie się skończył. :)

Tęsknota pojawiła się po tygodniu. I gdy wieczorami dużo częściej dzwonił Julek, to po to, że powiedzieć/upewnić się/odliczyć ile dni zostało do powrotu oraz żeby ustalić plan na pierwsze dni w domu. Wiedział, że przyjedzie babcia Krysia, będą goście i impreza z okazji Krzysia osiemnastych urodzin. Te wypadły podczas nieobecności Julka, ale główne, rodzinne obchody przesunęliśmy na trzeci weekend lipca.

Wreszcie synek wrócił. Poważniejszy, trochę szczuplejszy, zadowolony. Najpierw nic nie mówił. Z czasem zaczął opowiadać. I była to opowieść pozytywna, pełna ciepłych wspomnień. 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz