wtorek, 25 sierpnia 2026

Czerwony Dwór

Trafiliśmy tam nie przez przypadek. W poszukiwaniu obrazka malowanego na szkle w tematyce góralskiej, który miał być prezentem, Iga odkryła Czerwony Dwór Miejsce z historią, ciekawą architekturą, widokiem na majestatyczny Giewont, galerią sztuki i sklepem, gdzie można zaopatrzyć się w sztukę. 

Wybraliśmy drogę nie na skróty. Ruszyliśmy znaną nam trasą do ścieżki pod Reglami, którą nieśpiesznie wędrowaliśmy w kierunku wejścia do Doliny Strążyskiej. Tego dnia gorąc dawał się we znaki. Cień i lody ratowały sytuację. 

Przy wejściu do doliny jest przystanek linii 18. Właśnie odjechał nam autobus. Drugi mieliśmy za godzinę. Ale przecież nigdzie się nam nie śpieszyło. Usiedliśmy w ulubionej naszej knajpce Roma. Lody były strzałem w dziesiątkę. Za chwilę dosiadła się do nas Ada z rodzicami i siostrą. Szli w kierunku Wielkiej Krokwi. Też im się nie śpieszyło. Posiedzieliśmy razem.

Autobusem zjechaliśmy kilka przystanków w dół. Wysiedliśmy na Kasprusie. Czerwony Dwór zauroczył nas. I to chyba jedyne miejsce w Zakopanem bez tłumów ludzi. W zasadzie byliśmy tam tylko w dwie rodziny plus obca pani, którą Julek z sympatią zaczepiał. 



Na parterze była akurat wystawa rzeźbiarza Stanisława Cukra Niektóre jego prace można już było zobaczyć w ogrodzie przed budynkiem. 



zdj. Anna Grochowska

zdj. Anna Grochowska





Jest coś poruszającego w tych rzeźbach. 

Na piętrze jest galeria malarstwa na szkle zakopiańskich artystów. 





skojarzyło mi się z Klechdami domowymi (książką z dzieciństwa)

I znów nieśpiesznie oglądaliśmy, spacerowaliśmy, zachwycaliśmy się, dzieliliśmy swoimi spostrzeżeniami. A co poniektórzy to potem utknęli w sklepie, który okazał się istną galerią sztuki. 

Z Czerwonego Dworu doszliśmy na Krupówki. Spacerem w dół znów zaliczając lody (Julek z Radkiem) i mrożoną kawę (ja). Zasadniczo Krupówki omijamy szerokim łukiem i traktujemy je jako ulicę tranzytową, niezwykle zakorkowaną. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz