Trafiliśmy tam nie przez przypadek. W poszukiwaniu obrazka malowanego na szkle w tematyce góralskiej, który miał być prezentem, Iga odkryła Czerwony Dwór Miejsce z historią, ciekawą architekturą, widokiem na majestatyczny Giewont, galerią sztuki i sklepem, gdzie można zaopatrzyć się w sztukę.
Wybraliśmy drogę nie na skróty. Ruszyliśmy znaną nam trasą do ścieżki pod Reglami, którą nieśpiesznie wędrowaliśmy w kierunku wejścia do Doliny Strążyskiej. Tego dnia gorąc dawał się we znaki. Cień i lody ratowały sytuację.
Przy wejściu do doliny jest przystanek linii 18. Właśnie odjechał nam autobus. Drugi mieliśmy za godzinę. Ale przecież nigdzie się nam nie śpieszyło. Usiedliśmy w ulubionej naszej knajpce Roma. Lody były strzałem w dziesiątkę. Za chwilę dosiadła się do nas Ada z rodzicami i siostrą. Szli w kierunku Wielkiej Krokwi. Też im się nie śpieszyło. Posiedzieliśmy razem.
Autobusem zjechaliśmy kilka przystanków w dół. Wysiedliśmy na Kasprusie. Czerwony Dwór zauroczył nas. I to chyba jedyne miejsce w Zakopanem bez tłumów ludzi. W zasadzie byliśmy tam tylko w dwie rodziny plus obca pani, którą Julek z sympatią zaczepiał.
Na parterze była akurat wystawa rzeźbiarza Stanisława Cukra Niektóre jego prace można już było zobaczyć w ogrodzie przed budynkiem.
![]() |
| zdj. Anna Grochowska |
![]() |
| zdj. Anna Grochowska |
| skojarzyło mi się z Klechdami domowymi (książką z dzieciństwa) |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz