poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Król

Późne popołudnie. Prawie wieczór. Przyjemnie ciepło. Cisza. Spokój.
Siedzimy z Radkiem na tarasie. Nogi nurzamy w trawie. Prawie suchej trawie. Przychodzi Julek. Przesuwa fotel bujany w naszą stronę. Siada na nim. My u jego stóp.
Julek patrzy na nas z góry, patrzy przed siebie i rzecze:
- Julek królem.

:D

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Leczenie zębów

Już po.
Ten raz był o niebo łatwiejszy do opanowania i przejścia, jak jego poprzednik. Julek jest starszy. Współpracujący. Wiedział, gdzie i po co jedziemy i jak przebiegać będzie leczenie. Zęby nie były w katastrofalnym stanie. Żadnego rwania. Drobne ubytki, które normalnie można byłoby wyleczyć bez znieczulenia. Ale Julek nie usiedzi z otwartą buzią i przy warczącym wiertle, które na dodatek buszuje w jego paszczy. Konieczne było znieczulenie ogólne.
W "Uśmiechu Malucha" na Agatowej pracuje zespół profesjonalistów, który na co dzień ma do czynienia z pacjentami wymagającymi szczególnych pokładów cierpliwości. Julek nawet nie wymagał tych pokładów. Grzecznie wypił mało smaczny płyn uspokajający, który popił smaczniejszym środkiem wyciszającym. Nie zdążył zaprotestować, gdy anestezjolog wkłuł się do żyły i zamontował mały wenflon. Po chwili synek mi odpłynął.
Wróciłam do poczekalni.
Wyjęłam książkę. Zaczęłam czytać. Nie mogłam. To uczucie niepokoju, lęku, bezradności (Julek był całkowicie zdany nie na mnie) znów mnie owładnęło. Poddałam się jego działaniu. Czekałam.
Po pół godzinie zostałam poproszona do Julka. Jeszcze głęboko spał podłączony do monitora sprawdzającego pracę serca.
Obudził się po 20 minutach. Oczy półprzytomne. Kontakt z nim jak przez mgłę.
Przyszedł lekarz. Mówi do niego:
- Uśmiechnij się, Julek.
Julek w odpowiedzi wykrzywia usta. 
Po czterdziestu minutach wracałam z nim do domu. "Do domu" powtarzał jak mantrę, od chwili, gdy stanął na chwiejnych nogach. Tylko cierpliwość uratowała sytuację.
Po drodze nie zaliczyliśmy żadnych sensacji, pod koniec Julek nawet zaczął z lekka nucić piosenki. Nadal chwiał się na nogach.
Wypił sok. Poszedł do baby. Posiedział. Wrócił (na moich rękach). Położył się. Zasnął.
Dopiero po tym przebudzeniu wrócił do mnie mój Julek.
Mamy to z głowy. Zęby zdrowe, wyleczone.  
Liczę, że kiedyś relacja Julek i dentysta dziać się będzie bez narkozy. Byłoby dużo prościej i zdrowiej.
Ponieważ Julek ma orzeczenia o niepełnosprawności, koszt zabiegu zostanie pokryty przez NFZ. Bez orzeczenia musielibyśmy dziś zapłacić 2350 zł.


sobota, 10 sierpnia 2019

Na "o"

Gram z Julkiem w "Poznaj zwierzęta". Prosta planszówka, która polega na przejściu ZOO. Po drodze trzeba odpowiadać na pytania związane ze zwierzętami: łatwe ("zahucz jak sowa" albo "co to za zwierzę? i tu adekwatny rysunek) oraz trudne ("wymień trzy zwierzęta mieszkające na wsi/w lesie/w mieście" lub "wymień trzy zwierzęta zaczynające się na "p", "k", "o" itd.). Z tymi ostatnimi pytaniami Julek ma największy problem. Wymienia więc zwierzęta, które zna. Najczęściej ulubionego "goryla". (Chwilami gra przypomina zabawę w pomidora, przy czym pomidor został zastąpiony gorylem. Julek lubi się przekomarzać). Ja koryguję, tłumaczę, podpowiadam, wyciskam z syna, ile się da. ;)
Gramy.
W pewnym momencie Julek ma wymienić dwa zwierzęta zaczynające się na "o". Już mam podpowiedzieć, naprowadzić, wyjaśnić, gdy Julek z szelmowskim uśmiechem wypala:
- O! Goryl!

czwartek, 8 sierpnia 2019

Kartuzy

Kartuzy były naszą bazą wypadową kaszubskiego odcinka wakacji. Rano śniadanie, wyjazd do określonego miejsca, późnym popołudniem powrót. Obiado-kolacja i dwie godziny na skateparku. Dopiero w sobotę zwiedziliśmy dokładniej miasto, w zasadzie miasteczko. Obeszliśmy poklasztorny teren z piękną Kolegiatą Wniebowzięcia NMP z XIV w. Przeszliśmy się promenadą wzdłuż jeziora Klasztornego. A popołudniu poszliśmy na spacer z przewodnikiem. Miasto Kartuzy trzeci rok z rzędu finansuje w wakacje w soboty i niedziele spacer z przewodnikiem. Nasz zabrał nas do Muzeum Kaszubskiego. Przewodnikiem była pani, która w zajmujący sposób opowiadała nam o Kaszubach. O zwyczajach, sposobie życia Kaszubian, muzyce, zabawach, obrzędach. Ciekawa lekcja. A jeszcze wsparta konkretem - przedmiotami zebranymi w muzeum przemawiał do wyobraźni. A na koniec swej opowieści poczęstowała tabaką (wyłącznie osoby dorosłe i tu ciekawostka - dorosły mężczyzna u Kaszubian stawał się w chwili ożenku).
Kaszuby urzekły nas ciszą, spokojem, czystymi jeziorami, gościnnością i serdecznością miejscowych. A potem była Gdynia, Sopot, Gdańsk - istny armagedon. Tłumy ludzi nas przytłoczyły i gdyby nie morze, ucieklibyśmy stamtąd tego samego dnia, w którym przyjechaliśmy.
Morze ma tę moc. Człowiek całkowicie odpływa. Wakacje nam się udały. Odpoczęliśmy. :)











poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Morze

Najpierw trzeba było argumentować, przekonywać, motywować, obejść focha jedenastolatka, do którego nie docierało tłumaczenie, że hulajnoga na nieznane ścieżki, najpewniej zapiaszczone to niekoniecznie (mam nastolatka, ratunku!), a młodszego ściągać, niemal wyrywać z placu zabaw, który po drodze namierzył, zdobył, nie chciał opuścić. Droga trwała jakieś czterdzieści minut zamiast dziesięć.
Potem było wielkie łaaaaałłłł!!!
Szaleństwo, banan na twarzy jednego i drugiego, mokre gacie od fal i konieczność szybkiej ewakuacji (w sobotę starszy wyjeżdża na obóz piłkarski, a młodszy w przyszły poniedziałek ma leczenie zębów w narkozie - przeziębienia niewskazane).
Zarządzenie odwrotu spotkało się z buntem, płaczem i od początku zabawą z argumentowaniem, tłumaczeniem, motywowaniem, obchodzeniem focha (teraz dwóch).
Morze.
Ostatni krótki przystanek na naszym wakacyjnym szlaku.






sobota, 3 sierpnia 2019

Kaszuby

W tym roku główną część naszych wspólnych wakacji spędziliśmy na Kaszubach. Chciałam pokazać chłopakom miejsce, które poznałam jakieś trzydzieści lat temu (!), gdy byłam niewiele starsza od Krzysia. Mam sentyment do tej pagórkowatej krainy pełnej ukrytych, czystych jezior.
Zamieszkaliśmy w Kartuzach i zwiedzaliśmy Szwajcarię Kaszubską. Trochę taplaliśmy się w jeziorach, trochę wędrowaliśmy po kaszubskich wzgórzach (najmniej ulubiona czynność moich synów, motywowanie do chodzenia chwilami przyprawiało mnie o zgrzyt zębów), trochę zaglądaliśmy w zakamarki tutejszych kościołów, trochę smakowaliśmy lodów, raz zaliczyliśmy kurs rowerkiem wodnym (po jeziorze Kłodno), byliśmy w Chmielnie, Ostrzycach, Szymbarku, Stężycy. Weszliśmy na Wieżycę, a nawet na platformę widokową na jej szczycie (za moich czasów nie było tej wieży). Trudno mi orzec, czy chłopców urzekło to miejsce. Oni mają swoje priorytety. Mnie ponownie oczarowało. I gdybym tylko mogła, więcej przełaziłabym na nogach tutejsze szlaki. Wakacje rodzinne mają jednak to do siebie, że trzeba odnajdywać kompromis i zaspokajać potrzeby wszystkich uczestników po trochu. Wtedy jest szansa na udany wyjazd. Nasz chyba się udał. :)


















czwartek, 1 sierpnia 2019

Rany

W latach ubiegłych naszym wyjazdom wakacyjnym towarzyszyła piłka. Ważne, żeby w pobliżu było boisko. W tym roku rządzi hulajnoga. Jeździ z nami na tylnym bagażniku. Nawet miejscówkę (trochę nieprzypadkiem) mamy niedaleko skateparku. Codziennie wieczorem zaliczamy tam dwie godziny. Znaczy Radek i ja mamy swoją ławeczkę. Julek obok dryfuje na hulajnodze, a Krzysiek trenuje na rampach, bankach i innych skate'owych ustrojstwach.
Do celu chłopaki też na swoich pojazdach śmigają. Czasem przy tym zaliczają upadki. W zasadzie dwa. I to Julek. Za pierwszym razem potknął się o kamień, upadł, zaszurał kolanem. Wstał, otrzepał się, pojechał dalej. Dopiero na miejscu zorientował się, że kolano zdarte i nawet krew płynie. Ujarzmiłam atak histerii szybko przemywając ranę wodą i zagadując, że Julek dzielny i zwrotny i nawet nie było płaczu. Choć przez dwa następne dni nie raz słyszeliśmy: "moje kolano, auć, boli".
Drugi raz już nie był tak spektakularny. Upadek był lżejszy i zamortyzowany dżinsami. Siłę uderzenia przejęły spodnie. Na dowód tego powstała dziura. Dopiero przy kąpieli Julek dostrzegł mały ślad po upadku.
I teraz przechodzę do pointy.
Julek patrzy na swoje kolana, porównuje strupy, na ten większy spogląda i rzecze:
- To jest tata.
- A tu bobas - pokazuje z rozczuleniem na drugie kolano.
Skutki upadków oczami Julka. ;)
Wakacyjnie pozdrawiamy prosto z serca Kaszub!