sobota, 8 czerwca 2024

Okiem reportera

Gdy wszyscy wokół ciebie ćwiczą, a ty nabierasz siły ...

zdj. Radek Zawadzki

... żeby we właściwym czasie zadać sparowany cios nogą.

zdj. Radek Zawadzki

Zachowanie życiowej równowagi w wykonaniu Julka. ;)

piątek, 7 czerwca 2024

Dworek "Milusin"

Dziś, choć o blogu Julka, to w ogóle nie o nim. Jednak pozwolę sobie na odrobinę prywaty.

Dwa lata temu skontaktowała się ze mną Agnieszka Kaczmarska kuratorka wystawy "Co pamięta "Milusin"?", którą zwiedziliśmy w 2013 r. Napisałam wtedy krótką relację na blogu. Pani trafiła na ten wpis. Wpis jej się spodobał. Spodobał na tyle, że chciała go wykorzystać, łącznie z wybranymi zdjęciami, w powstającym właśnie katalogu muzeum Józefa Piłsudskiego. Zgodziłam się. Zapomniałam.

Potem był jeszcze kontakt. Krótki, z wymianą jednego, może dwóch detali. Znów zapomniałam. Świat i życie pogalopowało.

Wczoraj odbieram z poczty przesyłkę. W główce nadawcy pieczątka Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Wyjmuję książkę. W niczym nie przypomina prospektu, który wyobrażałam sobie, korespondując z kuratorką. W moje ręce trafia całkiem poważna publikacja, prezentująca historię miejsca, gospodarzy domu, dworek "Milusin". Pięknie wydana, dobrze poprowadzona, ze zdjęciami uzupełniającymi tekst. Ponad czterysta stron historii. Na 245 znajduję fragment swojego wpisu. Jestem ułamkiem całości. Robi to na mnie wrażenie. Całkiem niemałe. 



niedziela, 2 czerwca 2024

Troca de cordas 2024

Troca de cordas, czyli zmiana sznurów miała miejsce w sobotę. To prawdziwa fiesta capoeiry. Wszyscy od początkujących, przez zaawansowanych do instruktorów, mali i duzi, dzieci, młodzież i dorośli w jednym kręgu (roda). Grupa capoeiristów wygrywa instrumentami rytmiczną melodię, jeden z nich śpiewa, stojący w kręgu zaczynają klaskać klap-klap-klaap, klap-klap-klaap, klap-klap-klaap. Impreza rozkręca się.

Zmiana sznurów zaczyna się od najstarszych stażem. To w tej części można obejrzeć prawdziwy pokaz umiejętności, techniki, akrobacji, miękkości i dynamiki. Można zobaczyć, że capoeira to prawdzwia sztuka walki, która może zwieźć sewencją kocich ruchów, przypominajacych taniec. Gry z udziałem doświadczonych capoeiristów robią wrażenie. Zaproszeni goście nie mieli sobie równych.

Wreszcie przyszedł czas na młodszych. W tym roku Julek dostał pas fioletowo-biały. Fiolet na górze, biały na dole sznura. 



Po zmianie sznurów obowiązkowa gra w kręgu z udziałem instruktora. 


W tym roku Julek był dużo lepiej zorientowany w tym, co ma robić i jak to robić. Poradził sobie w tej grze. Byłam z niego bardzo dumna. Pewno nigdy nie osiągnie poziomu gry niektórych kolegów z jego grupy (chłopaki wymiatali i wyczyniali akrobacje, które wywoływały we mnie wewnętrzny okrzyk podziwu, a potem glośne oklaski). Nie o to w tym jednak chodzi, żeby być lepszym od kogoś, ale, żeby stawać się lepszym od siebie. Nawet jeśli ten postęp jest o włos. 

Poza tym, jak przystało na uczniów Akademii Pana Kleksa wyznajemy zasadę: "Biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu, w ruchu wypoczywać". Wypoczywać najlepiej Julkowi wychodzi. ;) 


Uczestniczyliśmy w trzech dniach święta capoeiry. Bardzo warto było. Dla emocji, spotkań z innymi copeiristami (Antek, Janek, Kamil, Dominik, Jaś, Ala), wysiłku i uśmiechu. 

piątek, 31 maja 2024

Warsztaty capoeiry 2024

W środę zaczął się coroczny festiwal capoeiry w Warszawie organizowany przez Capoeira FICAG Polska. Happy Capoeira prowadzona przez Marcina Oraszka jest częścią tej społeczności. 

Warsztaty rozpoczęły się w środę. Wczoraj Julek wziął udział w treningu, prowadzonym przez gościa festiwalu Maestrando Chocolate z grupy Escola Da Capoeiragem Polonia. Najpierw jednak była rozgrzewka, w której wzięli udział wszyscy uczestnicy wydarzenia - dorośli i dzieci, średniozaawansowani, trenerzy i zupełnie początkujący. Każdy ćwiczył tak jak potrafił - najlepiej.

Po rozgrzewce stworzono cztery grupy: dzieci, średniozaawansowanych, trenerów i naszych dzieciaków, z Happy Capoeira. Julek miał za partnera Antka. Ćwiczenia były różne, każde wymagało ruchu i zaangażowania. Niektóre ćwiczenia wychodziły naszemu duetowi lepiej, niektóre gorzej, a niektóre wcale, za to wzbudzały w młodych adeptach - salwy śmiechu. Praca, zabawa, aktywność, zmęczenie. Tego zabrakło w drodze do domu. Julek naładowany uwolnionymi endorfinami śpiewał prosto z serducha cały repertuar odpalonej w aucie "Vayany". Dobrze, że trening był w naszych okolicach i droga zajęła nam kilkanaście minut, bo albo Julek straciłby głos albo ja bym ogłuchła. 

Julek lubi capoeirę, która łączy stosunkowo proste, płynne sekwencje ruchów rąk i nóg z muzyką - rytmiczną i energetyczną. Dzisiaj drugi trening.




środa, 29 maja 2024

Medal

Na zakończenie zajęć z piłki nożnej Julek dostał medal. Nie rozstaje się z nim. Pokazał tacie, Kilce, babci, dziadkowi i Krzyśkowi. Poszedł spać z medalem. Od rana miał go na szyi. Zabrał do szkoły. W busie pokazał pani Joli i panu Leszkowi. Wcześniej martwił się, że księżniczka (koleżanka, obok której siedzi w busie) mu zabierze.

- To zostaw w domu. - proponuję.

- Nie. - szybko decyduje Julek. - Dam raadę. 

I pojechał dumnie prężąc pierś z medalem.

Co roku na zakończenie zajęć z piłki nożnej (to było trzecie w Julka karierze piłkarskiej) dzieci dostają od pana Adama, prowadzącego zajęcia, medal za udział w treningach. 

Po raz pierwszy, dopiero w tym roku Julek dostrzegł nagrodę i z taką radością obnosił się z nią.  

wtorek, 28 maja 2024

Akademia Pana Kleksa

Tradycyjnie jak co roku szkoła Julka zorganizowała przedstawienie z okazji Dnia Rodziny i zaprosiła nas do Akademii Pana Kleksa. Przednia sprawa.

Jesteśmy z Julkiem fanami tej bajki. Piosenki wspólnie śpiewamy, a nową adaptację Kleksa Julek obejrzał w kinie dwa razy. Teraz film wałkuje na Netfliksie. W nowej wersji wprawdzie starych piosenek jak na lekarstwo, ale przecież nie o to chodzi, żeby tworząc nowe kopiować stare. Nowa wersja ma swój urok i garstkę udanej piosenki. 

Wracając do piątku. Wzięłam urlop. Pojechałam do szkoły z Radkiem. Słoneczny, majowy dzień. Przebój za przebojem wytańczony w różnych układach, z różnym dynamizmem (wilki w rockmańskiej odsłonie wymiatały). I mój Julek w dwóch układach tanecznych - raz do Meluzyny, raz - do piosenki mi nieznanej. Tańczył z Oliwką i tańczył z Julką. Mój coraz dojrzalszy, przystojny Julek. Dumni byliśmy z chłopaka. Pomiędzy kolejnymi odsłonami rozprowadzano wśród widowni towar deficytowy - piegi. Powoli i my stawaliśmy się uczniami profesora Kleksa. 

A po przedstawieniu piknik rodzinny na zielonym, szkolnym podwórku. Grochówka, ciasta, kawa, lemoniada. Czas na luźną, uśmiechniętą pogawędkę. Po wszystkim zabraliśmy Julka do domu. Też miał niecodzienny piątek. 





piątek, 24 maja 2024

Rowerem

Rozkręcamy się.

W niedzielę wycieczka na lody. Drogą dłuższą. Testujemy nową ścieżkę rowerową. Jakieś trzy kilometry szerokiej, monotonnej, bezpiecznej drogi. Z lewej pola, z prawej pola. Pomiędzy zabudowania. Mijamy rowerzystów, rolkarzy. Jest miejsce na wszystko.

W połowie tej ścieżki Julek narzeka na nogi. Że bolą. Widzi, ile musi jechać. Zdecydowanie lepiej sprawdzają się na każdej wycieczce - pieszej, górskiej czy rowerowej - odcinki krótkie, etapowe. Gdy dłużyzna, której cel daleko na horyzoncie, zaczyna się jęczenie. To pacyfikujemy łykiem wody, zdjęciem bluzy i fotką na potwierdzenie, że jedziemy.


Kolejny etap - Okuniew. Ruiny Pałacu Łubieńskich, oddech w cieniu i chmara meszek, do spółki z komarami. Krótka przerwa. Jedziemy dalej.


Dalej są senne uliczki miasteczka, bez ruchu ulicznego, spokojne. Gdzieś obok główna, ruchliwa droga. Jedziemy opłotkami. Dwóch użytkowników jezdni. Te nieliczne auta omijają nas, nie trąbią, zwyczajnie, jak należy. Dojeżdżamy do płynnej granicy administracyjnej dwóch miejscowości. Julek schodzi z roweru. Zdejmuje kask. Obiecana przerwa na wodę.


Prawie za rogiem są lody. Główny cel naszego wypadu. Prawie to jakieś półtora, może dwa kilometry. Julek bombarduje pytaniem: Długo? Długo? Mamaaaa, długo? Zaczynam wrzeć po ósmym pytaniu zadanym w odstępach dwusekundowych. Warczę, że niedługo. - Julek, nie-dłu-go. Czasem krótki, ostry komunikat lepiej podziała na Julka niż łagodne, monotonne powtarzanie mantry: nie, Synku, nie długo. No i spójrzmy prawdzie w oczy - cierpliwość nie jest moją cnotą. Prowadzę nas tak, żeby znaleźć się na ulicy, na końcu której widać lodziarnię. Daleko, ale to już konkret. Julek przyspiesza. Nogi nie bolą. Mamy to!



Teraz jeszcze sklep i małe zakupy. I powrót do domu. To już Julka rejony. Znajoma trasa. Wracamy. Julek nadal jedzie jezdnią za mną. W lusterku bocznym widzę, jak mocno, pewnie trzyma się prawej. Tak jest lepiej. Prościej, szczególnie przy skrzyżowaniach. Jesteśmy na głównej drodze. Nie musimy ustępować. A tak, gdy Julek chodnikiem, ja jezdnią, przy każdym skrzyżowaniu zaczynały się schody. Teraz możemy już jezdnią. Zaczęłam ufać Julka umiejętnościom, doświadczeniu, dojrzałości. Ufać w sposób ograniczony. Czujności nie wyłączam. 

W drodze powrotnej nie słyszę pytań, jęków, utyskiwań. Nic nie boli, nic nie swędzi, jedzie się. Do domu. Na każdej wycieczce - pieszej, górskiej, czy rowerowej to najprzyjemniejszy kawałek drogi. 

Zrobiliśmy 12 km.
Julek trzyma się świetnie prawej strony.
Szybciej reaguje na hasło STOP.
Sygnalizuje skręt wyciągniętą, właściwą ręką.

Rozkręcamy się. Na pewno ciąg dalszy nastąpi. Może nie na pewno. Może po prostu nastąpi.