wtorek, 12 czerwca 2018

ppp

Odroczenie obowiązku szkolnego. Rozdział dwudziesty piąty.
Miało być szybko, prosto i czysto formalnie.
Była wizyta z nie tym, co trzeba psychologiem i krótki wywiad spisany na kartce wyrwanej z zeszytu.
Potem spotkanie z pedagogiem i badanie Julka z moją pomocą oraz ryzykiem kontynuacji na kolejnej wizycie (ludzie! ja pracuję!).
Teraz telefon, że jeszcze potrzebne badanie psychologa. Helllou!!! Już się widzieliśmy, już rozmawialiśmy. Mimo mej prośby nie uwzględniono notatek od pierwszego psychologa. Teraz, znaczy dziewiątego lipca (bo wcześniejszych terminów nijak wstrzelić nie dało się do naszego terminarza wypełnionego innymi sprawami) mamy kolejne spotkanie. Chyba ostatnie. Mam nadzieję, że ostatnie.
Nie kumam tej drobiazgowości. Nie proszę o konkretne orzeczenie, ale zwykłe, zasadne odroczenie.
I ten bałagan od samego początku. Zgrzytam. Dokładam cegiełkę do nielubienie placówki, z którą zderzymy się znowu w przyszłym roku, kiedy Julek ponownie będzie przechodził cykl badań, żeby otrzymać orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego na etap wczesnoszkolny.
Teraz bujamy się od marca.
Turnus trwa.
Julek dzielnie pracuje, jeszcze sprawniej odlicza dni do powrotu. Wczoraj wszystkim pokazywał na palcach cztery dni. Dziś zaraz po przebudzeniu pokazał mi trzy. Matematyka w praktyce. Motywacja na piątkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz