Sky Walk to komercyjna atrakcja turystyczna Świeradowa-Zdroju. Przy dobrej pogodzie widać konstrukcję wieży, gdy wjeżdża się do miasta. Nie byliśmy tam rok temu, wybraliśmy się w tym.
Z parku uzdrowiskowego przy Domu Zdrojowym jest kilometr wędrówki pod górkę najpierw ulicą, a potem ścieżką w lesie. Z miejsca, w którym spacer staje się miniwycieczką górską, do wieży jest 650 m. To było miejsce, w którym wyjęłam nasze raczki. Droga przez las była wyraźnie oblodzona. Po około 400 m łagodnego podejścia znaleźliśmy się przy mostku.
Stąd pozostało jakieś 200 m w górę, wyraźnie stromiej. Julek od początku wycieczki nie był w sosie. Zwyczajnie nie chciało mu się iść. Klasyczny nastolatkowy foch. Po co? Ale dlaczego? To bez sensu. Wreszcie ujrzeliśmy zarys wieży. Pogoda tego dnia była małowidokowa.
Gdy Julek zobaczył wieżę, zmienił nastawienie. Ujrzał wreszcie cel wycieczki, a ten okazał się w tym momencie w zasięgu ręki. Przed wejściem na wieżę zrobiliśmy krótki przystanek na zdjęcie raczków i porcję gorącej herbaty (idealny przysmaku zimowego turysty).

Wejście na wieżę nie jest tanie. Bilety ulgowe (dla dzieci do 12 roku życia i osób niepełnosprawnych są po 53 zł, bilety normalne 69 zł). Wieża ma 63 m wysokości. Ścieżka wijąca się w górę mierzy 850 m. Ma łagodny kąt nachylenia i bardzo przyjemnie się po niej wędruje.
Julek szedł z dużą przyjemnością i nie narzekał na zmęczenie. Pewno byłoby jeszcze piękniej, gdyby mgła łaskawie opadła i odsłoniła urodę okolic. Ale to nie był ten dzień. Mgła miała nas w nosie. Gdy dotarliśmy na szczyt, pozostało nam wejść na szklany podest, zapozować do zdjęć, wejść na siatkę zawieszoną ponad 60 m nad ziemią i mieć z tego frajdę, wyobrażać sobie te wszystkie szczyty, które prezentowały umieszczone plansze.




Przez chwilę, naprawdę krótką chwilę te kilka osób, które były z nami na szczycie, wstrzymało oddech. Oto ujrzeliśmy coś więcej jak tylko rozlane wokół mleko. Kawałek góry.
I to by było na tyle. Zeszliśmy. Wyjście prowadzi przez sklepik z pamiątkami, które kuszą, wołają, żeby je kupić. Za to toaleta jest bezpłatna.
Łyk herbaty, pięć żelków i raczki na nogi. Byliśmy gotowi do zejścia w dół. Osoby schodzące i wchodzące bez raczków z zazdrością patrzyły na nasze swobodne, wygodne i bezpieczne stawianie kroków na oblodzonej ścieżce.
A potem już asfaltowa droga, park zdrojowy, deptak, sklep, powrót do domu. Radek i Krzyś już czekali. Jak co dzień spędziliśmy wspólne popołudnie. Razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz