O godzinie 14.00 siedziałam na ławeczce i piłam kawę.
Pranie zdążyło się wyprać, wyschnąć i zostać przeze mnie zebrane.
Zupa ogórkowa dawno ostygła ugotowana o dziewiątej rano, nogi kury właśnie wstawiłam do piekarnika.
Dom ogarnęłam z odkurzeniem i przemyciem podłogi plus przetarciem upaćkanych łapkami i julkowym jęzorem szyb.
Rano zawiozłam Julka do przedszkola i odebrałam go w samo południe, podrzuciłam do fryzjera - naszej sąsiadki, która zgrabną fryzurkę zrobiła z przydługiej już grzywki i boków. Po drodze drobne zakupy (na obiad pierwszomajowy) i wyczekane zakupy (dzieci).
I jeszcze skosiłam trawę w ogródku.
Zabawiłam się z Krzysiem w układanki literkowe.
Wypieliłam skrawek zapuszczonego skalniaka.
Przygotowałam rabarbar na ciasto.
Dotknęłam nosem wiosny.
O godzinie 14.00 mam jeszcze godzinę do wyjścia z pracy.
Zapomniałam, że aż tyle można zrobić. Gdy nie jestem w pracy i gdy młodsze dziecię nie absorbuje uwagi.
Wagary.
Zrobiłam sobie i Krzysiowi wagary.
Świetna sprawa!
Ładny, zgrabny, miły. Uśmiech pełen wdzięku. Twardy negocjator. Lubi postawić na swoim i wszystkich na baczność. Dynamiczny, z poczuciem humoru i buntem na wynos. A, ma zespół Downa. Ciągle o tym zapominam. Serio. Tylko jego rozwój i ciekawskie spojrzenia przypominają czasem, że ma. Przed państwem - Julek, młodszy brat Krzysia. Obaj to moi synowi. Dumna z nich ja!
środa, 30 kwietnia 2014
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
O Kopciuszku
Dzisiaj w przedszkolu Krzyś w tzw. wolnym czasie narysował dziewczynkę w sukni balowej. Nawet zgrabny portrecik mu wyszedł.
Krzysiowi, który bierze udział w konkursie "Cała Polska czyta dzieciom" i do każdej przeczytanej bajki/wierszyka/opowiadania robi ilustrację, przyszedł do głowy pomysł pt. narysowaną dziewczynkę włączę do konkursowych ilustracji (= nie będę musiał już dzisiaj rysować).
- Ale to wbrew zasadom, Krzysiu.
- Ale proszę. - przemówiło lenistwo.
W zasadzie...
- Dobrze. Niech to będzie Kopciuszek. I włączę ten rysunek do pozostałych, jeśli opowiesz mi bajkę o Kopciuszku.
Bajka o Kopciuszku wg Krzysia
Była dziewczynka i miała macochę, a ona dwie córki. Te dwie córki poszły na bal, bo książę szukał najpiękniejszej żony. Kopciuszka zamknęła i schowała klucz. Ale Kopciuszek znalazł klucz i otworzył i pojechał na bal.
STOP-STOP-STOP!!
- W tych zakopconych łachmanach? - zapytałam, darując już Krzysiowi etap michy z grochem, makiem i popiołem plus pomocne gołąbki.
- ????
- Pojawia się teraz kluczowa bajkowa postać, która pomaga.
- Wróżka!
Odetchnęłam. Co dalej?
Był bal. Był książę i Kopciuszek. I tylko razem się bawili. I bawili. No, bawili. - Krzyś zawiesza głos.
- Aż wybiła ... - przychodzę z pomocą.
- ... szybę! - oznajmia Krzyś.
Kurtyna.
Krzysiowi, który bierze udział w konkursie "Cała Polska czyta dzieciom" i do każdej przeczytanej bajki/wierszyka/opowiadania robi ilustrację, przyszedł do głowy pomysł pt. narysowaną dziewczynkę włączę do konkursowych ilustracji (= nie będę musiał już dzisiaj rysować).
- Ale to wbrew zasadom, Krzysiu.
- Ale proszę. - przemówiło lenistwo.
W zasadzie...
- Dobrze. Niech to będzie Kopciuszek. I włączę ten rysunek do pozostałych, jeśli opowiesz mi bajkę o Kopciuszku.
Bajka o Kopciuszku wg Krzysia
Była dziewczynka i miała macochę, a ona dwie córki. Te dwie córki poszły na bal, bo książę szukał najpiękniejszej żony. Kopciuszka zamknęła i schowała klucz. Ale Kopciuszek znalazł klucz i otworzył i pojechał na bal.
STOP-STOP-STOP!!
- W tych zakopconych łachmanach? - zapytałam, darując już Krzysiowi etap michy z grochem, makiem i popiołem plus pomocne gołąbki.
- ????
- Pojawia się teraz kluczowa bajkowa postać, która pomaga.
- Wróżka!
Odetchnęłam. Co dalej?
Był bal. Był książę i Kopciuszek. I tylko razem się bawili. I bawili. No, bawili. - Krzyś zawiesza głos.
- Aż wybiła ... - przychodzę z pomocą.
- ... szybę! - oznajmia Krzyś.
Kurtyna.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Trzy i pół
Dialog z Julkiem. Poobiedni w rytmie deseru.
Na stole właśnie wylądowały nadziewane cukierki. Każdy owinięty w papierek.
- Eee! - mówi Julek wymownie.
- Proszę, poczęstuj się. - zachęcam proforma.
Julek zabiera cukierka. Nie potrafi rozwinąć z papierka.
- Eeej! - (w wolnym tłumaczeniu: rozwiń mama).
Rozwijam, podaję.
- Khhh - (w wolnym tłumaczeniu: super, dzięki).
Cukierek znika błyskawicznie. Julek sięga po kolejny.
- Julek, tylko jeden. Więcej nie dam.
- Nie! (tłumaczyć nie trzeba).
Koniec dialogu.
Mam trzy latka, trzy i pół.
Sięgam głową ponad stół.
Mam fartuszek z muchomorkiem.
Do przedszkola chodzę z workiem.
Zgadza się.
Wiek: 3,5.
Wzrost: pozwalający skanować wzrokiem zawartość stołu, bez wspinania się na palce.
Status: przedszkolak.
Umiejętności: malarz abstrakcjonista, pieśniarz gestykulant, tancerz dyskotekowy, słów nie używa, przytulaniec na każdą pogodę.
Taki Jul.
A że mnie wzięło na wspominki w związku że aczkolwiek bynajmniej bo trzy i pół roku stuknęło Julkowi, to pokażę wam dziś i wczoraj.
Na stole właśnie wylądowały nadziewane cukierki. Każdy owinięty w papierek.
- Eee! - mówi Julek wymownie.
- Proszę, poczęstuj się. - zachęcam proforma.
Julek zabiera cukierka. Nie potrafi rozwinąć z papierka.
- Eeej! - (w wolnym tłumaczeniu: rozwiń mama).
Rozwijam, podaję.
- Khhh - (w wolnym tłumaczeniu: super, dzięki).
Cukierek znika błyskawicznie. Julek sięga po kolejny.
- Julek, tylko jeden. Więcej nie dam.
- Nie! (tłumaczyć nie trzeba).
Koniec dialogu.
Mam trzy latka, trzy i pół.
Sięgam głową ponad stół.
Mam fartuszek z muchomorkiem.
Do przedszkola chodzę z workiem.
Zgadza się.
Wiek: 3,5.
Wzrost: pozwalający skanować wzrokiem zawartość stołu, bez wspinania się na palce.
Status: przedszkolak.
Umiejętności: malarz abstrakcjonista, pieśniarz gestykulant, tancerz dyskotekowy, słów nie używa, przytulaniec na każdą pogodę.
Taki Jul.
A że mnie wzięło na wspominki w związku że aczkolwiek bynajmniej bo trzy i pół roku stuknęło Julkowi, to pokażę wam dziś i wczoraj.
| kwiecień 2011 r. (Krzyś prawie trzy lata, Julek ma pół roku) |
| 27 kwietnia 2014 r. (Krzyś prawie sześć lat, Julek 3,5) |
| z Radkiem w kwietniu 2011 r. |
| cwaniak dziś :) |
| oglądając bajkę |
środa, 23 kwietnia 2014
Ranking bajek
Julek najbardziej lubi oglądać "Krecika", "Bolka i Lolka", "Lippy and Messy" oraz Wojciecha Cejrowskiego.
Gdy zaczyna się "Boso przez świat" Julek zamiera. Siada i ogląda program od deski do deski. Jakby wszystko rozumiał. Nic nie rozumiem.
Gdy zaczyna się "Boso przez świat" Julek zamiera. Siada i ogląda program od deski do deski. Jakby wszystko rozumiał. Nic nie rozumiem.
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Po lanym
Gdy okazało się, że już wszystko zostało zrobione i nastał czas świąteczny, czas wolny od rutyny i obowiązków, nie wiedzieliśmy, co z nim zrobić. Zdziwieni, że godziny przestały być minutami, patrzyliśmy na siebie niepewni, czy coś ucieka, stoi czy tak bardzo odzwyczailiśmy się od nicnierobienia.
A gdy po prawie trzech dniach oswoiliśmy nasze lenistwo i zorganizowaliśmy sobie fiestę wspólnego bycia, skończyły się święta. Jutro wielki powrót do codzienności.
I dobrze. Jedno nadaje smaku drugiemu i toczy się nasze życie. Toczy raz leniwie, raz zupełnie szybko.
Poniedziałek minął nam pod znakiem wody i ognia.
Krzyś dyngusował. Ja dyngusowałam. Julek nie bardzo wiedział, o co tyle rabanu, ale na wszelki wypadek uciekał przed nami.
No i sezon grillowy rozpoczęliśmy.
Przy okazji zielono, zielono nam bardzo. :)
A gdy po prawie trzech dniach oswoiliśmy nasze lenistwo i zorganizowaliśmy sobie fiestę wspólnego bycia, skończyły się święta. Jutro wielki powrót do codzienności.
I dobrze. Jedno nadaje smaku drugiemu i toczy się nasze życie. Toczy raz leniwie, raz zupełnie szybko.
Poniedziałek minął nam pod znakiem wody i ognia.
Krzyś dyngusował. Ja dyngusowałam. Julek nie bardzo wiedział, o co tyle rabanu, ale na wszelki wypadek uciekał przed nami.
No i sezon grillowy rozpoczęliśmy.
Przy okazji zielono, zielono nam bardzo. :)
sobota, 19 kwietnia 2014
Wesołych Świąt!
Szykowanie świąt przy Julku, który intensywnie przechodzi fazę "ne" i "au", czyli działa w opozycji i nabija guzy, jest wykonalne, ale wymaga złóż cierpliwości. Tych brak w naszym regionie. Zatem z nadzieją wyczekiwałam Julka drzemki, którą musiał zaliczyć po rajdzie na podwórku. Zwykle wtedy wybiera kierunki odwrotne do naszych, włazi na wszystko i spada jak na statystykę przystało - co jakiś czas (przy tym syrenę włącza na swoje widzimisię, mama nie mówi, siniaki kolekcjonuje).
Więc, gdy zasnął, miałam dwie godziny na przygotowanie większości. W spokoju.
Bo Krzyś to już inna liga. Potrafi zorganizować sobie czas, a nawet zaangażować się w pomaganie mamie i tacie.
Ze święconką wróciliśmy popołudniu.
I od tej chwili nic nie robię.
Świętuję. :)
Czego i wam życzę.
Świętowania w sobie, z rodziną, w ciszy, z przyjaciółmi, ze spokojem w sercu, z radością. Każdy sposób jest dobry, byle zgodny z tym, co nam w duszy gra.
Dobrych Świąt!
Więc, gdy zasnął, miałam dwie godziny na przygotowanie większości. W spokoju.
Bo Krzyś to już inna liga. Potrafi zorganizować sobie czas, a nawet zaangażować się w pomaganie mamie i tacie.
Ze święconką wróciliśmy popołudniu.
I od tej chwili nic nie robię.
Świętuję. :)
Czego i wam życzę.
Świętowania w sobie, z rodziną, w ciszy, z przyjaciółmi, ze spokojem w sercu, z radością. Każdy sposób jest dobry, byle zgodny z tym, co nam w duszy gra.
Dobrych Świąt!
| Atak. Atak na chleb. |
| Obrona. |
| I znów ten chleb. |
| Zabrali. Zabrali mi chleb. |
| I znów jest. Mam! |
| Wesołych Świąt! |
wtorek, 15 kwietnia 2014
Przedświąteczne pisanki
Zaliczyliśmy mały trening pisankowy.
Taka wprawka przed wielkosobotnim malowaniem jaj.
Mam jajeczko jutro w pracy. Jako że najbliżej mieszkam wolnych, swobodnych eko-kur, zaoferowałam się, że przyniosę jaja na twardo.
Ale takie jakieś blade po wyjęciu z wody, nagie, niewyjściowe, więc zaciągnęłam chłopaków do malowania.
Krzyś jak zwykle stanął na wysokości zadania, Radek załapał się na jedno jajo, Julek selekcjoner wydzielał farbki w swoim odwrotnym do zwyczajowego stylu i wydzierał się, zamiast wydzielać, chyba że miało się na wymianę inną farbkę. Łaskawie, bez kłótni zamieniał.
Fajnie było tak wspólnie, przy stole, w oderwaniu od codzienności. Przez chwilę.
Taka wprawka przed wielkosobotnim malowaniem jaj.
Mam jajeczko jutro w pracy. Jako że najbliżej mieszkam wolnych, swobodnych eko-kur, zaoferowałam się, że przyniosę jaja na twardo.
Ale takie jakieś blade po wyjęciu z wody, nagie, niewyjściowe, więc zaciągnęłam chłopaków do malowania.
Krzyś jak zwykle stanął na wysokości zadania, Radek załapał się na jedno jajo, Julek selekcjoner wydzielał farbki w swoim odwrotnym do zwyczajowego stylu i wydzierał się, zamiast wydzielać, chyba że miało się na wymianę inną farbkę. Łaskawie, bez kłótni zamieniał.
Fajnie było tak wspólnie, przy stole, w oderwaniu od codzienności. Przez chwilę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)