W ubiegłym tygodniu Julek spędził cztery dni na Zielonej Szkole. Pojechali z klasą do ośrodka Halo Mazury w Lidzbarku, w którym byli dwa lata temu. To dobrze zorganizowane miejsce z mnóstwem atrakcji, instruktorami, czuwającymi nad każdą z aktywności. Pogoda nie rozpieszczała. Nie przeszkadzało to jednak młodzieży. Humory im dopisywały.
Majowe wyjazdy na Zieloną Szkołę wpisały się w szkolną tradycję. Wdzięczność mam wielką. To wspomniały czas dla naszych dzieciaków. Julek lubi spędzać z kumplami czas. Jest wśród rówieśników, którzy nie oceniają, którzy jak mało kto, potrafią czerpać pełnymi garściami z tego, co dzieje się tu i teraz. Nie jutro, nie wczoraj - dzisiaj.
Taki wyjazd to również okazja do szlifowania samodzielności. W samoobsłudze na śniadaniu, posprzątaniu po sobie, przygotowaniu sobie ubrania, umyciu się, zakupów w miejscowym sklepiku, ogarnianiu własnych spraw. Dla wychowawcy zwielokrotniony wysiłek dwadzieścia cztery godziny na dobę, dla nas rodziców - wytchnienie. Tegoroczną uwagę mogliśmy swobodnie przekierować na naszego maturzystę. Gdy Julek szalał z kumplami, jego starszy brat zmagał się z ostatnimi egzaminami.
Koszt zielonej szkoły pokryliśmy z subkonta Julka. Bardzo dziękujemy.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz