piątek, 29 maja 2026

Dzień Rodziny

W Dzień Mamy odbyło się w Julka szkole przedstawienie z okazji Dnia Rodziny. "Vaiana - skarb Oceanu". Nasza jedna z ulubieńszych bajek. Piosenki z obu części wielokrotnie towarzyszyły nam podczas podróży autem. Wiele z piosenek znam prawie na pamięć. 

I znów zadziała się magia. Piękna scenografia, wspaniałe kostiumy, muzyka i opowieść zatańczona do znanych melodii. Cenię tę szkołę za to, że do udziału w przedstawieniu angażowane są niezmiennie wszystkie dzieci. A układy taneczne są tak skomponowane, że nawet, jeśli aktor potrzebuje wsparcia, to wsparcie jest dyskretne, bywa że jest tylko tłem albo odwrotnie - partnerem w odgrywanej scenie. Piękny portret równości. 

Julek to już weteran przedstawień. Nastolatek, który z resztą klasy, należy do starszych uczniów. Nie sposób pomylić ich z dziećmi z pierwszych klas. 

Po przedstawieniu jak co roku odbył się piknik. Pogoda dopisała. Rodzice, nauczyciele i dzieci wyległy na podwórko. Pośrodku stał stół ze smakołykami. Był czas na luźne pogawędki, podziękowania i zachwyty. Bo takie przedstawienie to zawsze moc wrażeń, dużo wzruszeń i pełno radości. Można na chwilę zapomnieć o codzienności. 





niedziela, 24 maja 2026

Przejażdżka

Pięknie zrobiło się w sobotę. Słońce, chmury, wiatr, majowa zieleń - gęsta, soczysta, pachnąca. 

Wsiedliśmy na rowery. Lepiej nam się jeździ, jak mamy cel. Sobotni wypad podzieliłam na trzy etapy. Raz - sklep i zwrot nieudanych zakupów. Dwa - lody. Trzy - centrum ogrodnicze i rzut okiem na rośliny. Przekopywanie ogródka miałam zaplanowane na niedzielę. 

Dwie miejscowości. Ponad 8 kilometrów pedałowania. Półtorej godziny w ruchu. Dopiero na ostatniej prostej, długiej, szerokiej i bardzo wygodnej ścieżce rowerowej Julek spowolnił. Wyraźnie był zmęczony. Ale też słońce wyszło zza chmur i mocno przygrzewało. W takich momentach robię przystanek. Na krótki odpoczynek, wodę i garść wygłupów. Bardzo zdaje to egzamin. 

Przejażdżka nam się udała.





czwartek, 21 maja 2026

Zielona Szkoła

W ubiegłym tygodniu Julek spędził cztery dni na Zielonej Szkole. Pojechali z klasą do ośrodka Halo Mazury w Lidzbarku, w którym byli dwa lata temu. To dobrze zorganizowane miejsce z mnóstwem atrakcji, instruktorami, czuwającymi nad każdą z aktywności. Pogoda nie rozpieszczała. Nie przeszkadzało to jednak młodzieży. Humory im dopisywały.

Majowe wyjazdy na Zieloną Szkołę wpisały się w szkolną tradycję. Wdzięczność mam wielką. To wspomniały czas dla naszych dzieciaków. Julek lubi spędzać z kumplami czas. Jest wśród rówieśników, którzy nie oceniają, którzy jak mało kto, potrafią czerpać pełnymi garściami z tego, co dzieje się tu i teraz. Nie jutro, nie wczoraj - dzisiaj. 

Taki wyjazd to również okazja do szlifowania samodzielności. W samoobsłudze na śniadaniu, posprzątaniu po sobie, przygotowaniu sobie ubrania, umyciu się, zakupów w miejscowym sklepiku, ogarnianiu własnych spraw. Dla wychowawcy zwielokrotniony wysiłek dwadzieścia cztery godziny na dobę, dla nas rodziców - wytchnienie. Tegoroczną uwagę mogliśmy swobodnie przekierować na naszego maturzystę. Gdy Julek szalał z kumplami, jego starszy brat zmagał się z ostatnimi egzaminami. 

Koszt zielonej szkoły pokryliśmy z subkonta Julka. Bardzo dziękujemy. 












czwartek, 14 maja 2026

Rowerem w majówkę

Na weekend majowy zaplanowałam Julkowi wycieczkę rowerową. Celem był Park Ujazdowski, w którym znajduje się zrewitalizowany plac zabaw, nie tylko dla małych dzieci. 

Mieliśmy jechać w sobotę, ale nieoczekiwanie wskoczyły nam w plany imieniny dziadka. Ruszyliśmy więc w niedzielę rano, żeby zdążyć przed upałem. W skm-ce przykuli moją uwagę pasażerowie, ewidentnie biegacze, wielu z elementami narodowymi. Był 3 maja. Sięgnęłam po informację i zonk. W Warszawie jest Bieg Konstytucji. Plac Trzech Krzyży, fragmenty Alei Ujazdowskich pozamykane. Bardzo na naszej trasie. Nie damy rady przejechać rowerami. Szybka zmiana planów. Julek mówi: ZOO. I to był dobry pomysł, ale nie miałam ze sobą zapięć do rowerów. Nie chciałam ryzykować pozostawienia rowerów bez zabezpieczenia, nawet jeśli stoją one tuż za budką ochroniarzy. Zanotowałam - zawsze miej ze sobą zapięcia. 

Wysiedliśmy przy Stadionie. Pomyślałam: miał być warszawski park, niech będzie park warszawski. Ruszyliśmy do praskiego Parku Skaryszewskiego. Objechaliśmy stadion, lekko w górkę podjechaliśmy przy Moście Poniatowskiego i za chwilę wjeżdżaliśmy na główną aleję parku.



Była 9:30. Ludzie dopiero wstawali z łóżek. Zielono, rześko, pachniało bzem, bardzo przyjemnie. Postanowiliśmy z Julkiem pojechać na lody, ale najpierw musieliśmy zapoznać się z topografią parku.

To zawsze dobra okazja do wykorzystania umiejętności czytania i rozumienia tekstu w praktyce. Szukaj miejsca gdzie jesteśmy. Znajdź kawiarnię/bar. Julek szuka i czyta. 

Ruszyliśmy w kierunku Jeziorka Kamionkowskiego. Idealna miejscówka na lody. Bar był już otwarty. Rozstawione leżaki zapraszały do relaksu. Chłonęliśmy spokój, kumkanie żab i lody o smaku kwaśnego urwisa. Dobry czas.



Zaciekawił nas półwysep, który mieliśmy z lewej strony. Postanowiliśmy ruszyć w tym kierunku. Poczuliśmy się jak bohaterowie przygody poszukując właściwej ścieżki (a niektóre wąskie były, wąziutkie), która zaprowadziłaby nas na półdziki przylądek. Fajna w tym parku jest jego przyjazność i naturalność. To niewymuskane, eleganckie Łazienki, ale całkiem konkretny fragment uporządkowanej natury, zapraszający do goszczenia się. Mnóstwo uprawiających jogging, spacerowiczów, młodych ludzi z kocami pod pachą poszukujących miejsca na piknik. Bardzo sympatyczne miejsce.



Po rowerowym objeździe parku Julek zarządził piknik, a ponieważ zrobiło się już przyjemnie ciepło, a nawet bardzo ciepło, naturalnym miejscem wydała nam się plaża nad Wisłą. Objechaliśmy Jeziorko Kamionkowskie, po drodze spotykając pana Marka, pracownika szkoły Julka. Zatrzymaliśmy się na krótką pogawędkę, odjeżdżając Julek zamiast standardowego "do widzenia", krzyknął "do zobaczenia", zaskakując mnie właściwym doborem zwrotu. Mam w takich chwilach nieodparte wrażenie, że tkwi w nim więcej słów, wyrażeń, rozumienia otoczenia, niż jest w stanie to wyrazić. I czasami coś kliknie w jego głowie, zostanie wyartykułowane, pomknie dalej i już nie wróci. A czasami wróci i zostanie z nami na dłużej.

Dojechaliśmy do skrzyżowania Alei Zielenieckiej i ul. Jana Zamoyskiego. Minęliśmy go, objechaliśmy stację Warszawa Stadion, i pojechaliśmy w kierunku Mostu Świętokrzyskiego, skręciliśmy w lewo i znów jechaliśmy w kierunku Mostu Poniatowskiego, do plaży zwanej Poniatówką. Tutaj zrobiliśmy piknik.



Spędziliśmy na piasku około czterdzieści minut. Nie spieszyło nam się. Brak zapięć nie pozwalał oddalać się od rowerów, więc nie podeszliśmy do samej Wisły. A oboje mieliśmy na to ochotę. 

Wróciliśmy ścieżką przy samej rzece do Mostu Świętokrzyskiego, skąd już rzut kamieniem do stacji Warszawa Stadion. Tym razem nie działała winda i rowery musiałam wtachać na peron. W tym mi Julek nie pomoże. Za to już całkiem sprawnie wprowadza swój rower do pociągu. 

To była lajtowa, piknikowo-rekreacyjna wycieczka. Idealna na otwarcie sezonu. Znów sięgniemy po więcej. 

piątek, 10 kwietnia 2026

Radość

Byłam już w domu, gdy odczytałam wiadomość od wychowawczyni Julka, że szkoła w piątek będzie zamknięta z powodu awarii zaworu gazu. Julek wracający busem nic o tym jeszcze nie wiedział.

Gdy odebrałam chłopaka z busa i przekazałam mu wiadomość, najpierw spojrzał na mnie z niedowierzaniem, a potem eksplodował radością. 
- Mama, dziękuję, dziękuję, że weekend!!!! Kocham cię!! Super!!!! Nice!

W tej radości z nieoczekiwanej przerwy od zajęć szkolnych w niczym nie różni się od brata. Nastoletni aplauz dla odwołania szkoły wspólnym mianownikiem moich synów. Różnią się tylko w sposobie okazywania tej radości. 

Julek świętuje, a ja się głowię co dalej, jeśli awarii nie naprawią przez weekend. Nie zawsze mogę pracować zdalnie. Nie zawsze Radek jest na miejscu. Nagłe zdarzenia zmuszają do przeprogramowywania i tak napiętej domowej logistyki. 

Tymczasem Julek korzysta z wolnego. Gra od rana w Hulka i niczym się nie martwi. To wątpliwy przywilej rodziców. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Przejażdżka

Niedziela wielkanocna tak pięknie zajaśniała słońcem, że skuszeni ciepłem i wiosennym szczebiotem ptaków, ruszyliśmy na przejażdżkę rowerową. Inicjatorem był Julek. Wprawdzie z lekka protestował, gdy okazało się, że na otwarcie sezonu rowerowego mam w planach nieco większe kółko niż zwykle na start po zimie, ale jechał dziarsko.
Poszwędaliśmy się po naszej okolicy. W sumie wyszło 8,5 km. 
Zgodnie orzekliśmy, że fajnie będzie wybrać się na wycieczkę rowerową do Warszawy. 
Chęci są. Rowery gotowe. Potrzebna nam tylko właściwa pogoda. 



sobota, 4 kwietnia 2026

Wielkanoc 2026

Dobrych, spokojnych, radosnych Świąt życzymy. Z nadzieją i miłością w sercu, w przytuleniu i serdeczności. 
Dbajcie o siebie.