W chwili skończenia 16 lat wygasło Julka orzeczenie o niepełnosprawności. To pierwsze orzeczenie, o które na komisji stawaliśmy trzy razy. Po urodzeniu i dostaliśmy wtedy do 7 roku życia, drugi raz do 10 roku życia i trzeci raz, zdalnie, gdy pandemii covidu jeszcze nie odwołali, ale już można było przedłużać orzeczenia bez konieczności stawania na komisji osobiście, do 16 roku życia. Za każdym razem komisja łaskawie uznawała, że Julek jest nie tylko niepełnosprawny, ale również wymaga konieczności stałej i długotrwałej opieki oraz stałego współudziału opiekuna w procesie leczenia, rehabilitacji i edukacji. Słynne punkty 7. i 8. nie zawsze przyznawane przez komisje w różnych częściach Polski. Nieliczni szczęściarze mieli orzeczenie za pierwszym razem do 16 roku życia (aktualnie orzeczenia dla dzieci z trisomią 21 wydawane są zazwyczaj od razu do skończenia 16 lat). To tylko jedna z babć Julka oswajając na początku zespół Downa wnuka twierdziła, że z niego wyrośnie. Ale że członkowie powiatowych komisji zaklinają rzeczywistość, że wada genetyczna wraz z wiekiem zniknie?
Do 27 października Julka orzeczenie działało. Z chwilą osiągnięcia wielu 16 lat przestało. Potrzebny jest nowy dokument, który od tej chwili będzie stwierdzał stopień niepełnosprawności: lekki, umiarkowany lub znaczny. Nam zależy na znacznym.
Na początku września zaczęłam zbierać dokumentację na komisję orzeczniczą (powiatowy zespół ds. orzekania o niepełnosprawności). Zaświadczenie o stanie zdrowia i historii chorób od lekarza rodzinnego, opinię psychologa lub neurologa. Ja czekałam na opinię od szkolnego psychologa. Najpierw wypełniłam szczegółowy kwestionariusz funkcjonowania Julka w kilku obszarach (m.in. samoobsługowym, poznawczym, komunikacyjnym). Na podstawie tego kwestionariusza, swoich obserwacji i znajomości Julka psycholog przygotowała opinię. Miałam też opinię logopedy i pedagoga plus oczywiście sterta dotychczasowej dokumentacji medycznej (kardiolog, endokrynolog, lekarz rodzinny).
Dokumenty złożyłam 23 września. Termin komisji wyznaczyli nam na 28 października, na g. 8:50. Wraz z powiadomieniem o terminie komisji dostałam zaświadczenie o wydłużeniu aktualnego orzeczenia. Wożę kwit plus dotychczasowe orzeczenie ze sobą. Potrzebujemy go m.in. w komunikacji miejskiej. Jest podstawą do bezpłatnego przejazdu Julka wraz z opiekunem.
Jak przygotować dziecko do komisji, żeby zaprezentowało niekoniecznie najlepszy dzień swojego życia? Jak opowiedzieć o swoim niepełnosprawnym dziecku, o którego sprawność i samodzielność czynimy starania od urodzenia, mozolnie pracujemy nad każdym aspektem jego funkcjonowania, które teraz komisja może uznać za zbyt wysokie, żeby przyznać właściwy stopień niepełnosprawności? Jak ukryć, że dziecko potrafi na przykład zadzwonić, samodzielnie przeczytać i napisać smsa, spakować się i pójść do babci za płotem na nocowanie, bo a nuż okaże się to dowodem na normatywną samodzielność, a nie wycinek naszej codzienności, która przez te umiejętności jest łatwiejsza do ogarnięcia, ale w żadnym razie nie wyklucza stałego wsparcia i współudziału w życiu Julka?
28 października stanęliśmy na komisji. Mieliśmy spotkanie z pracownikiem socjalnym (tak stało w zaproszeniu) i raczej pedagog czy psycholog to nie była, sądząc po sposobie zadawania pytań Julkowi. Była krótka obserwacja Julka, pytania otwarte, z którymi Julek ciągle ma problemy. Pytania do mnie o różne obszary funkcjonowania syna. Potem szybki wywiad z lekarzem, który nie zdążył zapoznać się z dokumentacją medyczną Julka. Julek nie wypadł jakby to był jego najlepszy dzień. Na szczęście. Nie wypadł też jakby wstał lewą nogą. A szkoda. Wracałam do domu z mieszanymi uczuciami. Na efekty musimy jeszcze chwilę poczekać. I mam tylko ogromną nadzieję, że nie będę musiała się odwoływać.



























