W maju wyraziłam zgodę na udział Julka w zawodach pływackich. Nie wczytałam się w dokumenty, które dostałam ze szkoły do podpisania. Zarejestrowałam: basen - zawody - Targówek - 13 czerwca.
Gdy wczoraj dotarłam z Julkiem na Łabiszyńską 20 okazało się, że to coroczne Igrzyska dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami, do tego jubileuszowe, 30-te. Trzy kategorie wiekowe: I - do 14 lat, II - 14-18 lat i III - 18-35 lat. Trzynaście konkurencji, z których zgłaszający się do udziału w zawodach, mają wybrać trzy. Pan Adam Grzemski - ulubiony, zaraz po pani Edycie, nauczyciel wf - zgłosił: boule, rzuty do kosza i dystans 25 m na basenie na czas (dowolnym stylem). Julek był bardzo podekscytowany. Wyraźnie czuł powagę sytuacji. I o zawody dopytywał mnie niemal codziennie. Znalazł się wśród piątki reprezentantów szkoły specjalnej nr 123.
A na Łabiszyńskiej tłum organizatorów, uczestników, opiekunów i wolontariuszy (młodzież w żółtych kamizelkach). Julek dostał koszulkę, czapkę z daszkiem i numer startowy 67.
Znaleźliśmy się w kolorowym tłumie. O 10:00 ruszyła parada dookoła stadionu, na czele której szli oficjele.
Zanim zapalono znicz i wciągnięto flagę na maszt były przemowy, z których najbardziej poruszyła mnie zagrzewająca do aktywności, adekwatna do rodzaju imprezy i z szacunkiem do sportowców przemowa Roberta Korzeniowskiego. Gdy już część oficjalna dobiegła końca, uczestnicy wypuścili kolorowe balony.
Rozpoczęły się zmagania sportowe. To uczestnicy wybierali kolejność konkurencji. Pan Adam zdecydował, że pierwsze będą boule.
Julek do konkurencji podszedł zawodowo. Miał trzy rzuty: pierwsze próbne, dwa kolejne punktowane. Pierwsze pchnięcie kulą było za słabe. Drugie skorygował tak, że kula wleciała w oznaczony obszar, trzecie jeszcze poprawił. Kula znalazła się najbliżej głównej.
Potem poszliśmy na basen. Zawodnicy mieli do przepłynięcia długość basenu. Warunkiem zakończenia konkurencji było dotknięcie dłonią ściany basenu. Wtedy sędzia zatrzymywał stoper. Przed właściwym płynięciem był czas na rozgrzewkę. Pan Adam pilotował przepłynięcie zewnętrznego toru.
Po rozgrzewce zaczynał się właściwy wyścig z czasem. Julek dał z siebie sto procent. Młócił rękami i nogami, ile fabryka dała, a jak zmęczył się, dał nura i płynął pod wodą. Nie zatrzymał się. Dopłynął i klepnął ścianę. Dopingowałam syna, tym razem ja dając ile fabryka dała w płucach. Z dumą patrzyłam na Julka.
A po basenie poszliśmy rzucać do kosza. Mieliśmy idealne wyczucie czasu. Gdy pływaliśmy, zaczęła się ulewa, gdy wróciliśmy zaliczyć ostatnią konkurencję, świeciło słońce i nie było już kolejki do koszów. Komfortowe warunki. Każdy zawodnik miał sześć rzutów. Julek trafił trzy kosze. O mały włos nie miałby czterech trafień. Piłka już była w obręczy, ale zakołysała się, odbiła od ściany i zamiast do środka, poleciał na zewnątrz. Bywa i tak.
Po wszystkim był czas na relaks. Julek miał talony na lody, kiełbaskę z grilla i wodę. Wykorzystał wszystkie. Szamał jedzenie z apetytem. Otrzymał również nagrody (plecak, bon na 300 zł do wykorzystania w sklepie sportano i medal). To był zestaw dla każdego zawodnika. Pierwsze trzy miejsca w każdej konkurencji w podziale na kategorie wiekowe i płeć były nagradzane medalami. Przygotowano podium. Trzeba było uzbroić się w cierpliwość. Ktoś musiał policzyć wszystkie punkty. Razem z panem Adamem mieliśmy nadzieję na medal dla Julka w boulach. Z jego grupy tylko jemu udało się nie dość, że trafić do wyznaczonego obszaru, to jeszcze całkiem blisko głównej kuli. Tyle że w tej konkurencji nie było kategorii wiekowych i pierwsze trzy miejsca zgarnęli seniorzy. Goście z naprawdę dużym doświadczeniem. Julek dzielnie zniósł brak medalu. Miałam wrażenie, że był ciut rozczarowany. Potrafił jednak przepracować ten niedosyt. Po prostu mocniej cieszył się z medalu, którzy mieli wszyscy. Nie szczędziłam mu też słów uznania. Szczerych i prosto z serca.
To pierwsze Julka zawody z prawdziwego zdarzenia. Cierpliwie czekał na rozpoczęcie wydarzenia, na ogłoszenie wyników, na swoją kolej. Obserwator. Przy boulach i koszu skupiony, uważny, korygujący swoje rzuty. Nie rzucał na chybił trafił, rzucał, żeby trafić. A na basenie serducho zostawił w wodzie. Dumna z niego jestem bardzo!




















































