Wróciliśmy z Bielska i po trzech dniach zdalnej pracy pojechałam do stacjonarnej pracy. Radek też w terenie.
To ten moment. Masz niepełnosprawne dziecko w miarę samodzielne i musisz zostawić je w domu. Do tej pory prosiliśmy babcię Aldonę o zaopiekowanie Julka już od godzin porannych. Tym razem znając zwyczaje Julka, postanowiliśmy zorganizować ten czas inaczej. Po raz pierwszy.
Rozmowa z Julkiem. Tłumaczenie. Akceptacja. W kuchni czekał na niego euthyrox, na stole w salonie śniadanie (pięć połóweczek chlebka ze słonecznikiem z sałatą, wędliną, rzodkiewką; na środku talerza garść pomidorków koktajlowych). Uzupełniłam posiłek karteczką, na której napisałam: Kocham cię. Bo lubię tak.
Przed wyjściem z domu zajrzałam do Julka. Spał na czujce. Łypnął okiem. Przysiadłam, jeszcze raz wyszeptałam, że euthyrox, że śniadanie, że Krzyś obok śpi, że babcia za płotem. Buziak. Poszłam. Radka już nie było.
Z pracy zadzwoniłam do Julka. Nie odebrał. Nie bombardowałam więcej telefonami. Cierpliwie i ze spokojem czekałam. Po pół godzinie dostałam smsa.
