Wsiedliśmy na rowery. Lepiej nam się jeździ, jak mamy cel. Sobotni wypad podzieliłam na trzy etapy. Raz - sklep i zwrot nieudanych zakupów. Dwa - lody. Trzy - centrum ogrodnicze i rzut okiem na rośliny. Przekopywanie ogródka miałam zaplanowane na niedzielę.
Dwie miejscowości. Ponad 8 kilometrów pedałowania. Półtorej godziny w ruchu. Dopiero na ostatniej prostej, długiej, szerokiej i bardzo wygodnej ścieżce rowerowej Julek spowolnił. Wyraźnie był zmęczony. Ale też słońce wyszło zza chmur i mocno przygrzewało. W takich momentach robię przystanek. Na krótki odpoczynek, wodę i garść wygłupów. Bardzo zdaje to egzamin.
Przejażdżka nam się udała.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz