Ten wrzesień obfitował w wiele wydarzeń. Działo się dużo, różnie i z przytupem.
A dziś na koniec znaleźliśmy początek. Julek od przyszłego poniedziałku zaczyna muzykoterapię, a po niej terapię SI połączoną z logopedycznymi zajęciami. Będzie się działo!
Duuuuużo przed nami do zrobienia. Przede wszystkim popracowanie nad Julka kontaktem wzrokowym. Od tego wszystko się zaczyna. Mamy też stosować w codzienności kąpiel słowną. Zarzucać syna naszego wybranym słowem w każdym kontekście i dusić, męczyć, wyciskać, pieścić, aż złapie, zrozumie, zapamięta. Zaczynamy konkretnie budować bierny słownik Julka. Dziś było pierwsze spotkanie z pedagogiem specjalnym, terapeutką SI i logopedą w jednej osobie. Pani Agata (i znów ta Agata) weźmie na swój warsztat Julka. W każdy poniedziałek, od godz. 16.45 do 18.45 Julek będzie poznawał, bawił się i uczył.
I w tym miejscu chcę pięknie podziękować naszemu Darczyńcy, który przelał hojnie pieniądze na Julka konto w Fundacji, zapewniając Julkowi cały rok terapii SI i muzykoterapii. Dziękujemy! Z serca dziękujemy!
I jeszcze króciutkie podsumowanie ostatnich wydarzeń. A co tam, z małym raporcikiem wam wyjadę. ;)
Krzyś stracił pierwszego mleczaka. I wielkie oczy zrobił, bo zamienił go na piątaka, w nocy, pod poduszką. - Wróżka Zębuszka jednak istnieje! - podsumował niedowiarek.
Julek w ubiegły czwartek wrócił do przedszkola. Dzieci witały go bardzo serdecznie. Panie z szerokim uśmiechem. W piątek wszedł więc śmiało do sali, nie cofnął się. Dzisiaj na pewniaka wlazł na sam jej środek, za Radkiem się nie oglądając. W domu jest swój. Okres adaptacyjny uważam za zamknięty. Ta-daaam!!
Ładny, zgrabny, miły. Uśmiech pełen wdzięku. Twardy negocjator. Lubi postawić na swoim i wszystkich na baczność. Dynamiczny, z poczuciem humoru i buntem na wynos. A, ma zespół Downa. Ciągle o tym zapominam. Serio. Tylko jego rozwój i ciekawskie spojrzenia przypominają czasem, że ma. Przed państwem - Julek, młodszy brat Krzysia. Obaj to moi synowi. Dumna z nich ja!
poniedziałek, 30 września 2013
Dzień Chłopaka
Odbieram Krzysia z przedszkola i widzę w jego szafce rysunek. O rany! Ale świetny. Jakiś przełom. Jest temat, są kolory, konkret z polotem.
- Krzyyysiu, co to?!- i już mam nawijać o jakimś cudzie, zmianie na lepsze itp. itd., gdy słyszę niedbale rzucone przez ramię:
- To? To laurka.
- ???
- Na Dzień Chłopaka przecież. Mam jeszcze dwie.
Odjęło mi mowę.
Nie wiem, które koleżanki Krzysia są autorkami tych laurek. Są śliczne. Ja się zachwycam. :)
- Krzyyysiu, co to?!- i już mam nawijać o jakimś cudzie, zmianie na lepsze itp. itd., gdy słyszę niedbale rzucone przez ramię:
- To? To laurka.
- ???
- Na Dzień Chłopaka przecież. Mam jeszcze dwie.
Odjęło mi mowę.
Nie wiem, które koleżanki Krzysia są autorkami tych laurek. Są śliczne. Ja się zachwycam. :)
czwartek, 26 września 2013
Małgosia
Mieliśmy wczoraj ogromną przyjemność gościć Małgosię z jej rodzicami. Rodzinka nie w komplecie. Kuba i Emilka zostali w domu. Bo szkoła. Bo wyjazd rodziców z najmłodszą siostrą służbowy. Bo w Centrum Zdrowia Dziecka tłumnie i trzeba długo czekać.
Chłopcy lubią gości. Mieli frajdę. Małgosia mam nadzieję nie mniejszą. Z Krzysiem wbiegała na górę, chowała się z nim pod biurkiem, wspólnie rysowali i bawili się. Julek nie nadążał za starszakami, ale pilnie obserwował i jak umiał, naśladował. Wieczór zakończyli na kanapie oglądając "Pingwiny".
A dzisiaj rano przy śniadaniu Małgosia z wyraźnie opiekuńczo-siostrzanymi instynktami próbowała nakarmić usilnie chcącego być samodzielnym Julka. Nieostrożnie wsadziła mu do buzi kawałek chleba, a ten go przygryzł razem z palcem Małgosi. Rozżaliła się zasadnie. Ale dzielnie wstrzymała od płaczu. Przyjęła ze zrozumieniem moje tłumaczenie Julka zachowania. Następny kęs podała widelcem.
- Ne boli. - triumfalnie oznajmiła. Z uśmiechem rozbrajającym.
Przebywając z zespołowymi dziećmi, zapominam o ich zespole, jestem z dziećmi. To takie proste. Wystarczy zwykłe zainteresowanie i wciągam się. Włażę w ich dziecięcy świat. Raany, ile w nim autentyczności i szczerości. Można ładować akumulatory. Polecam. Marta C.
Chłopcy lubią gości. Mieli frajdę. Małgosia mam nadzieję nie mniejszą. Z Krzysiem wbiegała na górę, chowała się z nim pod biurkiem, wspólnie rysowali i bawili się. Julek nie nadążał za starszakami, ale pilnie obserwował i jak umiał, naśladował. Wieczór zakończyli na kanapie oglądając "Pingwiny".
A dzisiaj rano przy śniadaniu Małgosia z wyraźnie opiekuńczo-siostrzanymi instynktami próbowała nakarmić usilnie chcącego być samodzielnym Julka. Nieostrożnie wsadziła mu do buzi kawałek chleba, a ten go przygryzł razem z palcem Małgosi. Rozżaliła się zasadnie. Ale dzielnie wstrzymała od płaczu. Przyjęła ze zrozumieniem moje tłumaczenie Julka zachowania. Następny kęs podała widelcem.
- Ne boli. - triumfalnie oznajmiła. Z uśmiechem rozbrajającym.
Przebywając z zespołowymi dziećmi, zapominam o ich zespole, jestem z dziećmi. To takie proste. Wystarczy zwykłe zainteresowanie i wciągam się. Włażę w ich dziecięcy świat. Raany, ile w nim autentyczności i szczerości. Można ładować akumulatory. Polecam. Marta C.
środa, 25 września 2013
Rzuty wyrzutów
Raz na jakiś czas targają mną wyrzuty sumienia. Że nie powinnam
wracać do pracy, a być z Julkiem i wspierać jego rozwój swoją obecnością,
pomysłami, zabawami, terapiami, na które woziłabym tyle, ile by się dało.
Te refleksje nasilają się, gdy rozwój Julka zatrzymuje się. Osiąga nirwanę stagnacji. Nie ma nic do przodu, ani nic do tyłu. Trzyletnie niemowlę w domu. Chodzi, porozumiewa się niewerbalnie, na polecenia reaguje selektywnie.
Wpadam wtedy w błędne koło. Wydaje mi się, że będąc z Julkiem cały dzień, mogłabym go intensywnie stymulować. I że ta stymulacja oparłaby się zespołowi, przełamała pewne bariery, które w nim tkwią. Myślę wtedy, że postępy w rozwoju Julka to wcale nie jest kwestia czasu, ale kwestia mojej pracy z nim lub jej braku. A z drugiej strony to poczucie ogromnej bezradności, gdy w zabawie przemycam jakieś poznawcze rzeczy i napotykam na mur niekomunikatywności zaczynającej się od braku kontaktu wzrokowego. To mnie zniechęca. Wybieram więc rolę mamy do tańca, spacerów, pieszczot, karmienia, kąpania, śpiewania. To są konkrety, w których Julek współuczestniczy.
Nie jestem mamą stworzoną na etat. Po urodzeniu Krzysia do pracy wróciłam po urlopie macierzyńskim, po urodzeniu Julka po roku. Za każdym razem chciałam wrócić. Nie dlatego, że robię w niej karierę. Bardziej wykonuję mały, żmudny wycinek roboty za pensję, która w uzupełnieniu z Radka zarobkami pozwala nam wiązać koniec z końcem. Ale szanuję swoją pracę, głównie przez ludzi, z którymi pracuję. Przede wszystkim za to, że pozwala znaleźć mi się w miejscu przynależnym tylko do mnie, oddalonym mentalnie od domu. Tu nabieram dystansu do tego, co w nim zostawiam i zachowuję równowagę między sobą-sobą i sobą-mamą/żoną/córką/synową.
Mimo wyrzuty gdzieś tkwią.
Mimo świadomości, że nie ma doskonałych rozwiązań.
Doskonałych rodziców.
I doskonałych dzieci.
Te refleksje nasilają się, gdy rozwój Julka zatrzymuje się. Osiąga nirwanę stagnacji. Nie ma nic do przodu, ani nic do tyłu. Trzyletnie niemowlę w domu. Chodzi, porozumiewa się niewerbalnie, na polecenia reaguje selektywnie.
Wpadam wtedy w błędne koło. Wydaje mi się, że będąc z Julkiem cały dzień, mogłabym go intensywnie stymulować. I że ta stymulacja oparłaby się zespołowi, przełamała pewne bariery, które w nim tkwią. Myślę wtedy, że postępy w rozwoju Julka to wcale nie jest kwestia czasu, ale kwestia mojej pracy z nim lub jej braku. A z drugiej strony to poczucie ogromnej bezradności, gdy w zabawie przemycam jakieś poznawcze rzeczy i napotykam na mur niekomunikatywności zaczynającej się od braku kontaktu wzrokowego. To mnie zniechęca. Wybieram więc rolę mamy do tańca, spacerów, pieszczot, karmienia, kąpania, śpiewania. To są konkrety, w których Julek współuczestniczy.
Nie jestem mamą stworzoną na etat. Po urodzeniu Krzysia do pracy wróciłam po urlopie macierzyńskim, po urodzeniu Julka po roku. Za każdym razem chciałam wrócić. Nie dlatego, że robię w niej karierę. Bardziej wykonuję mały, żmudny wycinek roboty za pensję, która w uzupełnieniu z Radka zarobkami pozwala nam wiązać koniec z końcem. Ale szanuję swoją pracę, głównie przez ludzi, z którymi pracuję. Przede wszystkim za to, że pozwala znaleźć mi się w miejscu przynależnym tylko do mnie, oddalonym mentalnie od domu. Tu nabieram dystansu do tego, co w nim zostawiam i zachowuję równowagę między sobą-sobą i sobą-mamą/żoną/córką/synową.
Mimo wyrzuty gdzieś tkwią.
Mimo świadomości, że nie ma doskonałych rozwiązań.
Doskonałych rodziców.
I doskonałych dzieci.
wtorek, 24 września 2013
Trzy trudno
Trudno byłoby mi znosić upośledzenie Julka, gdyby nie jego wzajemność. W uśmiechu, uczuciach, przytulasach. Na tej płaszczyźnie komunikacja między nami jest na szóstkę. Z plusem.
Codzienny front opieki nad Julkiem obejmuje babcia Aldona. Tyły zabezpiecza wsparciem niebylejakim babcia Krysia. Bywa, że zastępuje babcię Aldonę. Trudno byłoby mi ogarniać codzienność bez ich udziału.
- Mamuś, ta literka mi nie wyszła! - narzeka Krzyś wyjeżdżając poza linię.
- Trudno! Następnym razem wyjdzie ci lepiej.
Codzienny front opieki nad Julkiem obejmuje babcia Aldona. Tyły zabezpiecza wsparciem niebylejakim babcia Krysia. Bywa, że zastępuje babcię Aldonę. Trudno byłoby mi ogarniać codzienność bez ich udziału.
- Mamuś, ta literka mi nie wyszła! - narzeka Krzyś wyjeżdżając poza linię.
- Trudno! Następnym razem wyjdzie ci lepiej.
niedziela, 22 września 2013
Samodzielność
Samodzielnie Julek chce wiele rzeczy robić.
Samodzielnie udaje mu się widelcem posługiwać. I połowicznie łyżką.
Samodzielnie przyłoży w blat drewnianą łopatką samodzielnie wyłowioną z kuchennej szuflady samodzielnie otwartej.
Samodzielnie załatwia sprawy w pampersa.
Samodzielnie udaje, że myje zęby.
Samodzielnie otwiera drzwi z klamki. Z klucza próbuje.
Samodzielnie buszuje w szafkach kuchennych, szufladach z ciuchami i pojemnikach z klockami. Z tych ostatnich samodzielnie buduje wieże.
Samodzielnie nie chce schodzić schodami.
I ubierać się.
Ściąga za to samodzielnie skarpetki, buty i czapki z głów. I od niedawna podciąga nogawki. Wygląda wtedy - zobaczcie sami! Oto nowa stylizacja Julka. Samodzielnie przez niego podciągnięta. :D
Samodzielnie udaje mu się widelcem posługiwać. I połowicznie łyżką.
Samodzielnie przyłoży w blat drewnianą łopatką samodzielnie wyłowioną z kuchennej szuflady samodzielnie otwartej.
Samodzielnie załatwia sprawy w pampersa.
Samodzielnie udaje, że myje zęby.
Samodzielnie otwiera drzwi z klamki. Z klucza próbuje.
Samodzielnie buszuje w szafkach kuchennych, szufladach z ciuchami i pojemnikach z klockami. Z tych ostatnich samodzielnie buduje wieże.
Samodzielnie nie chce schodzić schodami.
I ubierać się.
Ściąga za to samodzielnie skarpetki, buty i czapki z głów. I od niedawna podciąga nogawki. Wygląda wtedy - zobaczcie sami! Oto nowa stylizacja Julka. Samodzielnie przez niego podciągnięta. :D
czwartek, 19 września 2013
Rośnie sobie
Łazi mój starszy syn po domu i co rusz porusza chybocącą dolną jedynką. Stała już się przebiła, czeka na wolne miejsce. (Jakie teraz stawki ma Wróżka Zębuszka? I co to w ogóle za instytucja?)
Nerwowo się robi. Rośnie mi to to, pyskuje z błyskiem inteligencji, liczy w głowie - dodaje, odejmuje, razy dwa mnoży nie wiedząc, że mnoży, litery w tłumie zaczyna wyróżniać. No gdzie mój mały, pyzaty, z lokami Krzyś. Żal, że traci swoją niewinność. I duma, że staje się małym mężczyzną.
Ciągle jeszcze daje się tulić.
Julek w zapale naśladownictwa przybiega do mnie dzisiaj. Otwiera buzię i rusza zębem na dole jak Krzyś. Ale ten nie chybocze. Julek zgłasza pretensje. Przyjdzie i na ciebie pora, mój synku mały. :)
Nerwowo się robi. Rośnie mi to to, pyskuje z błyskiem inteligencji, liczy w głowie - dodaje, odejmuje, razy dwa mnoży nie wiedząc, że mnoży, litery w tłumie zaczyna wyróżniać. No gdzie mój mały, pyzaty, z lokami Krzyś. Żal, że traci swoją niewinność. I duma, że staje się małym mężczyzną.
Ciągle jeszcze daje się tulić.
Julek w zapale naśladownictwa przybiega do mnie dzisiaj. Otwiera buzię i rusza zębem na dole jak Krzyś. Ale ten nie chybocze. Julek zgłasza pretensje. Przyjdzie i na ciebie pora, mój synku mały. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)