Zaopatrzeni w piankę montażową za 11 zł, dobry humor i farby plakatowe moi synowie pod wodzą Radka wyruszyli na poszukiwanie zimy.
Trochę im zeszło (ile dokładnie to nie wiem, bo mnie przy tym nie było), ale wyczarowali bałwana, którego ciepło się nie ima.
Potem ja wróciłam z plasteliną. Którą Krzyś obrabia wprawnie i udanie, Julek w trakcie kursu dla początkujących wałkuje ruloniki.
Poszło nam nieźle i w domu bałwaniasto się zrobiło.
Uwaga! Reklamacji nie uwzględniam. Jaka zima, takie bałwany. :)
Ładny, zgrabny, miły. Uśmiech pełen wdzięku. Twardy negocjator. Lubi postawić na swoim i wszystkich na baczność. Dynamiczny, z poczuciem humoru i buntem na wynos. A, ma zespół Downa. Ciągle o tym zapominam. Serio. Tylko jego rozwój i ciekawskie spojrzenia przypominają czasem, że ma. Przed państwem - Julek, młodszy brat Krzysia. Obaj to moi synowi. Dumna z nich ja!
niedziela, 12 stycznia 2014
sobota, 11 stycznia 2014
O miłości trochę
Mówi się, że dzieci z zespołem Downa są bardziej kochane.
Nie czuję, żebym Julka bardziej kochała od Krzysia, czy Krzysia od Julka. Ta moja miłość do nich jest niemierzalna i bez końca.
Na pewno jednak miłość do Julka jest szczególna. Rodziła się w końcu w bólach i nie była taka oczywista na początku. Przedarła się przez chaszcze niepogodzenia, potykała o przerażenie nieznanym. Oswajała moje najeżenie długo, powoli, cierpliwie. Wreszcie utkała więź z Julkiem szczególną.
Będę go chronić zawsze. Dziecko, które nigdy nie będzie dorosłym, choć dorośle zacznie wyglądać. Julek nie usamodzielni się tak jak Krzyś. Będzie mieszkał z nami do czterdziestki. Do końca z nami. Jego albo naszego. Kolejność nie będzie bez znaczenia.
Już nie boję się tego razem. Choć kompletnie nie mam o tym wyobrażenia.
Choćby dla tego jednego uśmiechu z duszą, ponad wszystkie ale, warto!
Gdzie ja bym teraz była, gdybym nie pozwoliła się uwieźć tej Miłości?
Nie czuję, żebym Julka bardziej kochała od Krzysia, czy Krzysia od Julka. Ta moja miłość do nich jest niemierzalna i bez końca.
Na pewno jednak miłość do Julka jest szczególna. Rodziła się w końcu w bólach i nie była taka oczywista na początku. Przedarła się przez chaszcze niepogodzenia, potykała o przerażenie nieznanym. Oswajała moje najeżenie długo, powoli, cierpliwie. Wreszcie utkała więź z Julkiem szczególną.
Będę go chronić zawsze. Dziecko, które nigdy nie będzie dorosłym, choć dorośle zacznie wyglądać. Julek nie usamodzielni się tak jak Krzyś. Będzie mieszkał z nami do czterdziestki. Do końca z nami. Jego albo naszego. Kolejność nie będzie bez znaczenia.
Już nie boję się tego razem. Choć kompletnie nie mam o tym wyobrażenia.
Choćby dla tego jednego uśmiechu z duszą, ponad wszystkie ale, warto!
Gdzie ja bym teraz była, gdybym nie pozwoliła się uwieźć tej Miłości?
piątek, 10 stycznia 2014
Dla Madzi (*)
Zmarła Madzia - zakątkowa koleżanka Julka. Jego rówieśnica.
W święta zachorowała na ospę. Z powikłaniami trafiła do szpitala. Pojawiła się martwica. Wczoraj operowano Ją, żeby ratować życie. Nie udało się.
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie rozpaczy Jej mamy.
Nie wyobrażam sobie, żeby mogło zabraknąć Julka. Madzia odeszła... (*)
Jak można żyć bez Słońca?
W święta zachorowała na ospę. Z powikłaniami trafiła do szpitala. Pojawiła się martwica. Wczoraj operowano Ją, żeby ratować życie. Nie udało się.
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie rozpaczy Jej mamy.
Nie wyobrażam sobie, żeby mogło zabraknąć Julka. Madzia odeszła... (*)
Jak można żyć bez Słońca?
środa, 8 stycznia 2014
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Orszak Trzech Króli
Uparłam się, żeby pojechać i zobaczyć na własne oczy Orszak Trzech Króli.
No i nie zobaczyłam.
Mnóstwo ludzi, sporo mnóstwo i jeszcze mnóstwo.
Przerosło to moje wyobrażenie. I wzrost. Dzieci i mój.
Krzyś to jeszcze sprawny jak małpka wdrapywał się na każdy murek. Julek też by pewno dał radę z moją pomocą, ale posadzony i zapięty w wózku dawał mi gwarancję ogarniania wzrokiem Krzysia, co by nie przysłonił go jakiś wielbłąd. Ten z orszaku.
Miny nam zrzedły. Więc żeby przekupić dobry humor zabrałam nas do Pożegnania z Afryką na gorącą czekoladę z bitą śmietaną. Ale nam to podniosło morale. Ha!
Od razu po wyjściu znaleźliśmy złotą karetę na skwerku miłosiernie oszczędzonym przez tłumy. Krzyś powoził, Julek swoją, a orszak obok sobie szedł.
Chyba szedł. Z tego, co potem w telewizji widziałam.
No i nie zobaczyłam.
Mnóstwo ludzi, sporo mnóstwo i jeszcze mnóstwo.
Przerosło to moje wyobrażenie. I wzrost. Dzieci i mój.
Krzyś to jeszcze sprawny jak małpka wdrapywał się na każdy murek. Julek też by pewno dał radę z moją pomocą, ale posadzony i zapięty w wózku dawał mi gwarancję ogarniania wzrokiem Krzysia, co by nie przysłonił go jakiś wielbłąd. Ten z orszaku.
Miny nam zrzedły. Więc żeby przekupić dobry humor zabrałam nas do Pożegnania z Afryką na gorącą czekoladę z bitą śmietaną. Ale nam to podniosło morale. Ha!
Od razu po wyjściu znaleźliśmy złotą karetę na skwerku miłosiernie oszczędzonym przez tłumy. Krzyś powoził, Julek swoją, a orszak obok sobie szedł.
Chyba szedł. Z tego, co potem w telewizji widziałam.
środa, 1 stycznia 2014
Sam Jem i Piję
Stary rok zakończyliśmy sukcesem. Dużym sukcesem.
Julek wreszcie załapał dozowanie z kubeczka i zaczął samodzielnie z niego pić nie rozlewając nic na siebie. Tym samym wdrapał się na swój ośmiotysięcznik Sam Jem i Piję.
Rok 2013 upłynął pod znakiem usamodzielniania pokarmowego.
Nie mamy żadnych tajemnych sposobów i chwytów poza cierpliwością i konsekwencją. Jak odstawiona została butelka, to wyrzuciłam wszystkie smoczki z domu. I poiłam Julka małymi łyczkami jak kaczkę, w chwilach desperacji łyżeczką. Było co nieco o tym na blogu.
Widelec poszedł sprawnie.
Łyżka miała swoje wzloty i upadki. W chwilach zwątpienia sama ją brałam i karmiłam Julka. Usprawnienie przyszło wraz z przedszkolem.
Najtrudniej było z nauczeniem Julka samodzielnego dozowania cieczy. Tutaj największą cierpliwość wykazał Radek, który dawał i dawał i dawał Julkowi kubek z ilością napoju na jeden łyk. Potem na dwa. Moja cierpliwość w zmianach garderoby nie była anielska.
Wreszcie Julek zaskoczył. Po miesiącach wielu, bardzo wielu.
Niewątpliwie okolicznościami sprzyjającymi w nauce samodzielnego jedzenia i picia były Julka towarzyskość i biesiadność. Wprost uwielbia siedzieć z nami przy stole. Najchętniej z talerzem przed sobą. Siada na starej, nieaktualnej encyklopedii z lat 80. co by głowa sterczała ponad blatem (wynalazek Radka). Potrafi siedzieć długo, godnie i z zadowoleniem. Obserwuje i naśladuje. Przy tym kilka miesięcy temu uaktywnił mu się pęd do samodzielności (ja sam, ja sam, znacie to?).
I tak właśnie po tysiącu próbach i błędach, nie zrażając się niczym Julek zdobył swój pierwszy szczyt samodzielności. A my odetchnęliśmy. Co by złapać krótki oddech na kolejne Julka ośmiotysięczniki.
Julek wreszcie załapał dozowanie z kubeczka i zaczął samodzielnie z niego pić nie rozlewając nic na siebie. Tym samym wdrapał się na swój ośmiotysięcznik Sam Jem i Piję.
Rok 2013 upłynął pod znakiem usamodzielniania pokarmowego.
Nie mamy żadnych tajemnych sposobów i chwytów poza cierpliwością i konsekwencją. Jak odstawiona została butelka, to wyrzuciłam wszystkie smoczki z domu. I poiłam Julka małymi łyczkami jak kaczkę, w chwilach desperacji łyżeczką. Było co nieco o tym na blogu.
Widelec poszedł sprawnie.
Łyżka miała swoje wzloty i upadki. W chwilach zwątpienia sama ją brałam i karmiłam Julka. Usprawnienie przyszło wraz z przedszkolem.
Najtrudniej było z nauczeniem Julka samodzielnego dozowania cieczy. Tutaj największą cierpliwość wykazał Radek, który dawał i dawał i dawał Julkowi kubek z ilością napoju na jeden łyk. Potem na dwa. Moja cierpliwość w zmianach garderoby nie była anielska.
Wreszcie Julek zaskoczył. Po miesiącach wielu, bardzo wielu.
Niewątpliwie okolicznościami sprzyjającymi w nauce samodzielnego jedzenia i picia były Julka towarzyskość i biesiadność. Wprost uwielbia siedzieć z nami przy stole. Najchętniej z talerzem przed sobą. Siada na starej, nieaktualnej encyklopedii z lat 80. co by głowa sterczała ponad blatem (wynalazek Radka). Potrafi siedzieć długo, godnie i z zadowoleniem. Obserwuje i naśladuje. Przy tym kilka miesięcy temu uaktywnił mu się pęd do samodzielności (ja sam, ja sam, znacie to?).
I tak właśnie po tysiącu próbach i błędach, nie zrażając się niczym Julek zdobył swój pierwszy szczyt samodzielności. A my odetchnęliśmy. Co by złapać krótki oddech na kolejne Julka ośmiotysięczniki.
| Wczoraj toast wznoszony dziecięcym szampanem. |
| Jest radość. I wszystkie szklanki Julka. |
| Tu przy stole wigilijnym z dziadkiem Ludwikiem. Siedzi równo. |
Z życzeniami noworocznymi
Witamy w Nowym Roku!
Niech się dzieje dobrze, bardzo dobrze, wyśmienicie.
Problemy niech będą małe i takie do załatwienia od ręki.
Niech w chwilach zwątpienia zawsze znajdzie się jakaś deska ratunku.
Niech będzie zdrowo, zdrowo, zdrowo.
I uczuciowo.
Pękajmy z dumy z naszych dzieciaków.
Nie traćmy umiechu.
Nadziei.
Dobroci.
Miłości.
Dzielmy się nimi.
I popołynęłam. A miało być niepatetycznie.
No, to do roboty! :)
Niech się dzieje dobrze, bardzo dobrze, wyśmienicie.
Problemy niech będą małe i takie do załatwienia od ręki.
Niech w chwilach zwątpienia zawsze znajdzie się jakaś deska ratunku.
Niech będzie zdrowo, zdrowo, zdrowo.
I uczuciowo.
Pękajmy z dumy z naszych dzieciaków.
Nie traćmy umiechu.
Nadziei.
Dobroci.
Miłości.
Dzielmy się nimi.
I popołynęłam. A miało być niepatetycznie.
No, to do roboty! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)