sobota, 25 czerwca 2016

Urodzinowa piniata

No. To zrobiłam.
Najpierw chciałam kupić. Bo mi się nie chciało. Ale osiem dych za coś, co ma być rozbite, skutecznie mnie zniechęciło.
Zainspirowana pracą Ani - mamy Maksa, postanowiłam sama zrobić piniatę.
Sama nie zaczęłam. Miałam dwóch pomocników, którym cierpliwości wystarczyło tylko na jedną warstwę. Końcem końców położyłam siedem (trochę Ania - weteranka piniatowa nastraszyła, że koledzy Krzysia przy pięciu warstwach z papieru i kleju (mąka+woda) to szybko dostaną się do cukierków schowanych w środku piniaty).
Kładłam od poniedziałku do środy. Piniata schła sobie w kotłowni.
We czwartek przebiłam balon.
Została skorupa.
Do skorupy w piątek wsypałam cukierki. I wykonałam główną "artystyczną" część. A że nadal ulubionymi bohaterami Krzysia się wojownicy Ninjago, powstał jeden z nich.
Jutro piniata zdaje test. Wytrzyma krótko czy długo?
Impreza urodzinowa Krzysia tradycyjnie w czerwcu.






wtorek, 21 czerwca 2016

Mecz

Z Julkiem wielu rzeczy się nie da.
Nie da się długo na niego wkurzać. Nie da dowiedzieć, co było w przedszkolu na obiad i czy śnił mu się jeż. Nie da się posiedzieć w spokoju i namówić na spacer w wysokiej trawie. Nie da się przebić przez ścianę zbudowaną z nie i obejrzeć w skupieniu meczu.
No to zabrałam towarzystwo na podwórku.
Tata reprezentował rodzinę przed telewizorem.
A my na trawniku graliśmy w nogę. Ja skandowałam: Polska! Gola! tu-tu, tu-tu-tu-tu! Krzyś stał na budzie, której słupkami zostały dwie brzozy, a Julek podawał piłki. Co to był za mecz. Proszę państwa, główka, podanie, dośrodkowanie i goooool! Ten gol najważniejszy. Bez różnicy która drużyna strzela. Bez różnicy dla Julka. On na ten czas rozumie podstawową zasadę piłki nożnej - trzeba strzelać gole. Nie ważne do której bramki. Na rozumienie takich niuansów przyjdzie jeszcze czas.
Julek zanurzony w tu i teraz coraz celniej kopie i niemal za każdym razem trafia w piłkę. Coraz dłużej i dalej kopnięta piłka toczy się po murawie. Julek za każdym razem też wie, kto ma strzelać gola, kto do kogo podawać i nie daj Bóg pomieszać ten szyk. Jest protest, krzyk i powrót na  ławkę rezerwowych. Ogólny zamęt. I znów piłka jest w grze.
Polska! Gola! Tu-tu, tu-tu-tu-tu.
Nasi górą! Tu-tu, tu-tu-tu-tu!








środa, 15 czerwca 2016

Jeszcze kilka słów o turnusie

Misz-masz wspomnieniowy. Nieuporządkowany, nieusystematyzowany. Czasu brak.
Uwaga ogólna.
Julka drugi turnus w tym samym miejscu, prawie z tymi samymi terapeutami i w większości tymi samymi dziećmi był doskonałą okazją do dostrzeżenia postępów Julka od października. One są widoczne gołym okiem. W mowie, uczynkach i świadomości.
Garść szczegółów.
Julek zaczyna mówić. Pojedynczymi słowami, często zrozumiałymi tylko dla mnie, ale poczuł ogromną potrzebę komunikowania się werbalnego. Jak dwuipółlatek kodujący słownik chodzi, pyta ("mamooo, to? i pokazuje na jakiś przedmiot), ja odpowiadam, Julek za mną powtarza. Najróżniejsze zwroty i wyrazy. Jakby kodował je. Zapamiętywał. I zbierał się w sobie, żeby je kiedyś we właściwym momencie odtworzyć.
Wymawiane sporadycznie "cześ" w Zaździerzu wyćwiczone zostało do perfekcji. Okazji do spotkań na korytarzu przemieszczających się turnusowiczów, terapeutów, pracowników ośrodka było bez liku. Julek miewał dni, gdy wołał "cześ" nieustannie. I to "cześ" było na tyle zrozumiałe, że obcy ludzie, napataczający się w tych wędrówkach, odpowiadali pozdrowieniem.
Tęsknota. Julek wyrażał ją codziennie, rano, wieczorem, przy obiedzie i kolacji. Mówił: "Tata? Ksys?" I te pytania były tak zaintonowane, że wiedziałam, o co pyta. Odpowiadałam: "w domu" lub "w pracy"/"w szkole". Pod koniec turnusu Julek odpowiadał już ze mną "o-mu", "o-le".
Zajęcia z terapeutami. Chwalony za koncentrację, skupienie i współpracę. Julek miał swoich ulubieńców. Były zajęcia, na które biegł i były takie, na które musiałam go namawiać. "Nie" i na turnusie grało pierwsze skrzypce. Nie zawsze. Nie na całego. Przejściowo.
Dzieci. Mam nadzieję napisać osobnego posta. Teraz napiszę jedno - Julek zaczyna wchodzić w relacje. Nie jest już tylko krążącą niezależnie satelitą. Obserwuje, podpatruje, włącza się do zabawy. Nie na długo, ale dostrzega dzieci. Ceni ich towarzystwo.
Imiona. Pożyteczną umiejętność, wyniesioną z przedszkola, wołania do dzieci po imieniu, Julek wykorzystywał na turnusie. Nauczył się wszystkich imion dzieci z turnusu. Z niektórymi nie miał problemu, inne ciągle musiał za mną powtarzać, na Igora w końcu zaczął wołać: "Idok". :)
Ja. Ja odcięłam się od codzienności. Pogadałam z zakątkowymi mamami, pośmiałam się z nimi, pomilczałam, codziennie popływałam w basenie, pobyłam z Julkiem, nie gotowałam, nie sprzątałam, wdychałam sosnowy las, rzucałam z Julkiem kamyki do wody i szyszkami w pnie drzew, karmiłam kaczki, czytałam książki, piłam tylko dwie kawy dziennie, spałam do w pół do ósmej (!). Naładowałam baterie.
Turnus w Zaździerzu to bardzo efektywnie wykorzystany czas. Przez Julka i przeze mnie.
Jeszcze raz dziękujemy!

W przewie między zajęciami Julek wytoczył kulę ;)

Integracja sensoryczna

Obowiązkowo pizza. Terapia ręki w kuchni.;)


Wycieczka do płockiego ZOO



 I jak nie zrobić zdjęcie hipopotamowi? :) Mama, tata, hi-po-po-tam.

 Mama i Julek


Dzień Dziecka


czwartek, 9 czerwca 2016

Basen

Mała powtórka z rozrywki.
Pierwszy tydzień fascynacja pomieszana ze strachem, ochota na pluski z niechęcią pozostawania sam na sam z instruktorem pływania. W przypadku Julka nie trzeba wysoko wykwalifikowanego specjalisty, wystarczy osoba, której się chce. Chce się wczuwać w jego lęki, wychodzić na przeciw apetytowi na taplanie się i pluskanie. Potrzeba osoby, która działa nie według wygodnego dla siebie schematu, ale dostosowuje się do potrzeb dziecka. I zacznie zwyczajnie lekcje z Julkiem od oswojenia go z wodą.
Bo nie jest kwestią przełamanie w Julku strachu przed samą wodą, potrzeba go oswoić z nią.
Zatem rozpoczynanie zajęć na dużym basenie, w towarzystwie instruktora, w otoczeniu makaronu, nawet z wygłupami w tle niewiele dawało. Julek chciał, ale się nadal bał.
W tym tygodniu zmienił się terapeuta i Julek dostał się pod opiekę pana Marka, który i owszem zaczął jak poprzednik zabierając chłopaka na wielką wodę, ale gdy tylko się zorientował po dwóch minutach, że Julek zwyczajnie się boi, powędrował z nim na mały basen, gdzie zaczął wszystko od początku. Tego początku, którego zabrakło.
Julek teraz odmierza poranne zajęcia basenem. Odlicza na paluszkach z moją pomocą czas do pływania. Kciuk to zajęcia z p. Klaudią, palec wskazujący – integracja sensoryczna, środkowy – terapia ręki z panem Grzegorzem i wreszcie serdeczny – basen. Entuzjazm największy. Banan na twarzy. Motywacja do dalszej pracy.








środa, 8 czerwca 2016

Kolory

Julek - na moje życzenie - ma najwięcej zajęć z logopedą i pedagogiem. Często ci ostatni mają specjalizację z logopedii, więc zajęcia są mieszanką jednego i drugiego. Czyli pracujemy nad mową. Czyli praca wre. Julek po zajęciach pokazuje na usta i wypowiada wyraz: mó-wi.
No mówi, mówi Julek coraz więcej i częściej. Pojedyncze słowa jak krople długo oczekiwanego deszczu spadają. To jeszcze nie ulewa. Nawet nie obfite opady. Ale słyszę: po-mu (pomóż), bo-i (boi się albo boli), czy-ta.
Wczoraj i dziś Julek z panią Klaudią intensywnie pracował nad kolorami, które ciągle nie chcą się Julkowi usystematyzować i mieszają się, kłócą, tworzą różnobarwną paletę. W nagrodę za pracę dostał na cały dzień zabawkę, którą dziś odnosił pani Klaudii (są w doskonałej komitywie).




niedziela, 5 czerwca 2016

Kumpel

Julek siedzi z Igorem na huśtawce. Takiej ogrodowej, kilkuosobowej.
Bujają się lekko.
Julek nawija w swoim narzeczu: tu, dam, eee, takk, o, uu. Gestami wspiera swoją wypowiedź.
Igor patrzy, słucha i kiwając głową jak mędrzec kwituje:
- Julek, masz rację.

Znajomość zawarta na poprzednim turnusie rozwija się. :)


czwartek, 2 czerwca 2016

Turnus w Zaździerzu

Zaździerz po raz drugi.
Julek ciężko pracuje od rana do popołudnia z małymi przerwami. Ja robię niewiele.
Po zajęciach zamieniamy się. Julek zaczyna relaks, a ja swoją pracę. Praczka-sprzątaczka z dyrektorem kreatywnym do spóły. Dajemy radę. Można budować fajne relacje, przyswajać wiele nowych imion ("oć Kuba", "cześ Ada", z Igorem ciężko idzie ;)), biegać, wspinać się na drabinki, budować zamki z sypkiego piasku.
Albo.
Albo mieć Dzień Dziecka zawodowo zorganizowany przez Ośrodek "12 Dębów".
Julek to już skupiony, wiedzący czego chce współuczestnik zabawy. Dorośleje mi syn.

Dziękujemy!
Pobyt na turnusie zostanie w całości sfinansowany ze środków zgromadzonych z 1%.