niedziela, 11 grudnia 2022

Pierniczki

Między odśnieżaniem, awarią prądu w naszej gminie a seansem niedzielnym ("Nasze magiczne Encanto") udało się upiec pierniczki, a nawet popołudniu je udekorować. To już tradycja. 

Wprawdzie w tym roku trudniej było zgarnąć do dekorowania naszego licealistę, za to dłużej, w zasadzie do samego końca pozostał z nami Julek. A działania długofalowe u młodszego syna to byt nieoczywisty. Płynnie podchodzi do wyznaczonych zadań. Nie że nie podejmuje rękawicy, ot! za szybko ją zdejmuje i ciska w kąt. Dzisiaj siedział i dekorował. Minimalistycznie, ale działał. 

Zapach ciasteczek. Miód, cynamon, przyprawy korzenne. Za oknem cisza. I śnieg. Nieprzeliczone płatki śniegu. Tony płatków. Fajnie było w środku.  Odliczamy dni do Świąt. W tym roku spędzimy je w naszym domu. Przyjadą babcia Krysia i dziadek Ludwik. Niezwyczajnie. Dobrze. 











środa, 7 grudnia 2022

Niedwuznacznie

Zdarzyło się wczoraj w drodze do szkoły.

Wcześniej zapodam kontekst. Julek w szkole sam robi śniadania. Dostaje z domu półprodukty, które w szkole kroi, smaruje, komponuje kanapkę. Tylko raz w tygodniu ma mieć gotowe śniadanie. I ten dzień bardzo lubi. "Bez kroić?" - dopytuje po wielokroć. Bo woli nie kroić. Lubi gotowy posiłek.

Wczoraj w aucie. Jedziemy. Julek snuje plan dnia: "Będzie Antek, Julka, Agatka, Dominik duży. Nie ma Dominik Cholewa. Edytka mówi: śniadanie. Potem Mikołaj. I prezenty."
- Niezła impreza Wam się kroi! - mówię. 
Na co Julek zaniepokojony woła:
- Bez kroić!

W dwuznaczności nie da rady z Julkiem. ;)

poniedziałek, 5 grudnia 2022

Wizyta misia Kornela

Szkoła Julka bierze udział w projekcie "Mały Miś w świecie wielkiej literatury", którego celem jest promowanie czytelnictwa wśród dzieci.

W ramach projektu rodzice przychodzą do przedszkola/szkoły i czytają dzieciom książeczkę, opowiadanie, fragment książki. Na początku 2020 r. miałam okazję odwiedzić Julka klasę i przeczytać Ulfa Starka "Cynamon i Trusia. Wierszyki od stóp do głów". 

Pandemia przerwała realizację projektu, który teraz ruszył z powrotem. W piątek zabrałam więc ze szkoły Julka i Kornela - małego, sympatycznego misia, który przez weekend słuchał, jak sobie czytamy. Oprócz misia, w plecaku Julka znalazłam dzienniczek, w którym po przeczytaniu wybranej książeczki trzeba było napisać imię dziecka, tytuł pozycji, autora, bohatera książka, kilka słów o samej lekturze. Na stronie obok dziecko miało wykonanć rysunek odnoszący się do treści książki.

Julek zabrał się do zadania z ochotą. Najpierw spędził chwilę, szukając książki, którą chciał zaprezentować Kornelowi.



Po kilku minutach przebierania w książkach znalazł tę właściwą. Książkę, którą dostał na urodziny od Maksa - kolegi ze szkoły. "Idealne chwile" Susanny Isern. 


Postanowił, że skoro gość jest wyjątkowy, to podejmie go w salonie - tam, gdzie zwykle gościmy odwiedzających nas bliskich i znajomych. Zeszliśmy więc na dół. Julek wygodnie usadowił się na kanapie, posadził misia Kornela i czekał na mnie.


Usiadłam obok duetu Julek - Kornel. Julek wziął misia na kolana. Zaczęłam chłopakom czytać.



Wysłuchali z uwagą historii Wiewiórki, która po otrzymaniu listu, mknie w pośpiechu przez las. Cały czas jednak któs ją zatrzymuje i prosì o pomoc: Jeleń, Żółwica, Niedźwiedź, Jeż, Wilk, Żaba. Wiewiórka nie odmawia pomocy. Do kogoś jednak się śpieszy. Czegoś zapomina. Coś nieoczekiwanie znajduje. 
Po przeczytaniu trzeba było zrobić zadania w dzienniczku.


I to była ta część zadania, do której trzeba było Julka zaprosić ze szczególną uwagą. Nie chciał siadać i rysować. To nie jest coś, co lubi bardzo robić. Trudno mu się rysuje z głowy. Łatwiej idzie odrysowywanie. Zastosowałam więc sprawdzoną metodę rysowania równoległego. Ja robiłam kreskę na swojej kartce papieru, Julek rysował na swojej. I w ten sposób stworzył rysunek. Trochę chciał na skróty z kolorowaniem tego, co narysował, ale że misiowi Kornelowi zrobiło się smutno, że tak mało kolorowo jest, to Julek przyłożył się do wykończenia rysunku. Picasso z niego żaden. ;)


 
Miś Kornel potem towarzyszył Julkowi niemal we wszystkich czynnościach i trudno było chłopakowi rozstać się z nowym kumplem, ale reguły są twarde. Kornel to literacki pielgrzym i wędruje po domach, żeby słuchać nowych opowieści. Dzisiaj wrócił do szkoły. Jutro pojedzie z innym dzieckiem. 

środa, 30 listopada 2022

Listopadowo

Po blisko dziesięciodniowej przerwie w obowiązkach szkolnych (Julek) i zawodowych (ja) wróciliśmy do codzienności. Łatwo nie jest. Poranki w ciemnościach, powroty ze szkoły w ciemnościach. Bez żalu żegnam się z listopadem.

Naszym ostatnim utrapieniem jest katar. Siedzi w zatokach, schodzi powoli, lubi kolor żółty i zielony. Jak go złapię i w odpowiednim momencie opanuję, to Julek zostaje dzień-dwa przed weekendem w domu, ja pracuję zdalnie i po weekendzie możemy wracać do normalności. Potem jest tydzień-dwa spokoju i zabawa zaczyna się od początku. Syropy z czarnego bzu plus sinupret to teraz podstawowe wyposażenie naszej apteczki.

Ten ostatni katar jednak nie dał się tak pięknie opanować. Przyszło większe osłabienie, wydzielina zeszła niżej, Julek zaczął kaszleć. Oskrzela czyste. Płuca czysta. Infekcja obecna. Julek został wykluczony z udziału w zajęciach szkolnych. Pod koniec ubiegłego tygodnia wychowawczyni Julka przysłała na naszej grupie zdjęcie: Antek i ona, praca jeden na jeden. Reszta klasy poległa.

Tydzień wyjęty z kieratu ma te dobre strony, że nie trzeba zrywać się rano z łóżka, można zrobić obiad, który wymaga więcej czasu niż last minute, można przeobrazić się w elfa i wspomóc przygotowanie klasowych Mikołajek, można spokojnie współuczestniczyć w ostatnich przygotowaniach do bierzmowania starszego syna, można znaleźć czas na film, książkę, lekcje angielskiego, więcej planszówek. Można spokojnie czekać na przyjazd babci Krysi. Można celebrować chwile.

Wszystkie ważne, mniej ważne i bardzo ważne momenty są za nami. Tu i teraz znów jesteśmy zaprzęgnieni w codzienne obowiązki. Nie tęsknię za Julka katarem, będę tęsknić za tym wspólnym, wyhamowanym czasem. 

PS Przy okazji wizyty u lekarza załatwiłam zaświadczenie lekarskie wymagane przy składaniu dokumentów o wydanie orzeczenia o kształceniu specjalnym. Skoro jest bezterminowe, spokojnie może leżeć w teczce i czekać dwa miesiące na swoje pięć minut. O jedną sprawę mniej. 



poniedziałek, 21 listopada 2022

Orzeczenie na drugi etap

Były cztery lata spokoju od diagnoz, opini i spotkań w poradni pedagogiczno-psychologicznej koniecznych do wydania orzeczenia o kształceniu specjalnym dla Julka. Ale to ostatni rok szkolny, w którym Julek realizuje wczesnoszkolny etap edukacji, na który było wydane orzeczenie w 2019 r. We wrześniu przyszłego roku stanie się uczniem klasy czwartej, dlatego potrzebne jest orzeczenie na drugi etap edukacji.

Stąd na pierwsze wrześniowe zebranie w szkole została zaproszona psycholog, która poinformowała rodziców o tym, co, gdzie i w jakiej kolejności należy składać. Uzbrojona w wytyczne złożyłam wniosek w naszej poradni o przeniesienie dokumentacji Julka do poradni w Warszawie na Żoliborzu, w której będzie wydane orzeczenie (orzeczenie to wydaje poradnia pedagogiczno-psychologiczna, która działa w rejonie Julka szkoły). Wniosek złożyłam, dokumentacja dotarła do poradni w Warszawie.

Skontaktowałam się więc emailowo z panią psycholog z poradni, która diagnozuje uczniów ze szkoły na Czarnieckiego. Jeszcze tego samego dnia Pani oddzwoniła i umówiła nas na spotkania:

26 stycznia 2023 r. (czwartek) g. 10:15 - spotkanie z psycholog;
27 stycznia 2023 r. (piątek) g. 15:30 - spotkanie z pedagogiem.

Do tego czasu muszę mieć:
- zaświadczenie o stanie zdrowia Julka od lekarza (ważność tego zaświadczenia nie jest tak istotna jak w przypadku wnioskowania o orzeczenie o niepełnosprawności, na szczęście);
- opinie o Julku ze szkoły od wychowawcy klasy i logopedy.

Diagnozy Julka z obu spotkań, wsparte zaświadczeniem lekarskim i opiniami ze szkoły pozwolą zespołowi orzekającemu wydać orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego na kolejny etap szkolnej nauki.

Przy całej złożoności tego procesu pozostawienie w poradni samego wniosku o wydanie orzeczenia wydaje się drobną fatygą, nie zasługującą na szerszy komentarz. 

czwartek, 17 listopada 2022

Gry planszowe

Długo, długo nic, a potem kumulacja. Dotyczy to tak urazów, katarów, kursujących autobusów stadami, jak i planszówek.

Leżały. Zbierał się ma nich kurz. I Julek i ja mieliśmy przesyt. Julek, bo trzeba trochę jednak włożyć wysiłku, ja bo ile można rzucać kostką. 

Aż przyszedł dzień trochę lenistwa, trochę niedomagania, trochę smętnawej pogody i Julek przyniósł "Kurnik" (zasady odkurzone, zamiany bezbłędnie uskuteczniane), a potem "Chińczyka" (największa radość, gdy można było zbić mojego pionka), "Kartę rowerową" (wzrosło zainteresowanie znakami drogowymi, znajomość znaków zakazu zadowalająca!), "Przez Afrykę" (tu właczył się Julkowi tryb gry niezespołowej, nastawił się na wyścig, nie chciał oddawać do wspólnej puli zdobytych trofeów), aż na końcu "Listonosza" (pierwszy raz dotrwał do końca, śmielej dysponował kartami ułatwiającymi rozgrywkę, bezbłędnie odczytywał numery domów i dostarczał do nich właściwe listy, nawet jeśli 22 czytał jako 2-2, nie kłóciłam się z nim, jedności ma opanowane, naście wdrażamy, dzieścia jest jeszcze abstrakcją). 

I tak minęło chwil wiele. Dobrych, ciepłych chwil.







niedziela, 6 listopada 2022

Nocowanie

Było to zaplanowane już we wrześniu.

Potwierdzenie otrzymaliśmy tuż po Wszystkich Świętych, więc ekscytacja wypełniła samochód popołudniu. Gdy Julka odebrałam ze szkoły. 

- Mama!!!! Jutro! Spać w szkole!!!! Antek, Janek, Agatka, Julka. I pizza!! I tańczyć.

- Julek, ale fajnie! To ja będę spać z Tobą. Będzie pizza i tańce. - przekomarzam się.

- Sorry, mama. No, no, no.

Tak. Część Julka tkwi zawieszona w mentalności przedszkolaka, a część wyrywa się ku nastoletniej dojrzałości. Swoje towarzystwo, swoje sprawy, swój świat.

I poszedł z walizką, nie oglądając się za siebie. :)