Wracamy z przedszkola. Nagle Julek wyskakuje z tekstem:
- Mama! Dik!
- O Boże! Gdzie dzik?!?! - wołam z lekka przerażona.
- Tam.
Zerkam przez ramię. Przy drodze stoi dźwig.
Ładny, zgrabny, miły. Uśmiech pełen wdzięku. Twardy negocjator. Lubi postawić na swoim i wszystkich na baczność. Dynamiczny, z poczuciem humoru i buntem na wynos. A, ma zespół Downa. Ciągle o tym zapominam. Serio. Tylko jego rozwój i ciekawskie spojrzenia przypominają czasem, że ma. Przed państwem - Julek, młodszy brat Krzysia. Obaj to moi synowi. Dumna z nich ja!
czwartek, 15 września 2016
Przykład porozumiewania
Jest w Julku silna potrzeba komunikowania się z otoczeniem.
Przykład.
Szykujemy się na basen. Krzyś sprawdza sprzęt do nurkowania (rurka, maska). Julek zafascynowany próbuje założyć to, co przed chwilą testował brat.
Po jakiejś chwili zarządzam wyjście.
Julek podbiega i pyta:
- Mamo! To-o? - i tutaj własna produkcja poniższego gestu.
- Tak, synku, zabrałam maskę i rurkę do nurkowania.
I tak sobie właśnie konwersujemy. Mieszanką słowno-gestowo-intonacyjną.
W tę komunikację Julek wkłada pokaleczone słowa, zrozumiałe dla mas-nas słowa, gesty i serce. Zaangażowanie obu stron na maksa. Idzie się dogadać.
Głównie w czasie teraźniejszym i osobie trzeciej. Ale, proszę mi wierzyć, jest dobrze. A nawet świetnie. Wszak jeszcze nie tak dawno notowałam na tych stronach unikanie kontaktu wzrokowego, brak słownika biernego, dźwięki jaskiniowca i własne załamania.
Gdy Julek wypruwa żyły, żeby go zrozumieć, ja wznoszę się na wyżyny swego intelektu.
Julek rzuca słowo. Ja próbuję odgadnąć.
Julek pokazuje gest. Ja poszukuję znaczenia.
Czyste kalambury. Gimnastyka głowy.
Julek to naprawdę inteligentny gość. I godny przeciwnik.
Przykład.
Szykujemy się na basen. Krzyś sprawdza sprzęt do nurkowania (rurka, maska). Julek zafascynowany próbuje założyć to, co przed chwilą testował brat.
Po jakiejś chwili zarządzam wyjście.
Julek podbiega i pyta:
- Mamo! To-o? - i tutaj własna produkcja poniższego gestu.
- Tak, synku, zabrałam maskę i rurkę do nurkowania.
I tak sobie właśnie konwersujemy. Mieszanką słowno-gestowo-intonacyjną.
piątek, 9 września 2016
I po Coś
Alarm odwołany.
Coś wystraszone naszym śledztwem, wypłoszone sokiem z malin, syropem z owoców z czarnego bzu, wyparowało. Niewykluczone, że przycupnęło za krzakiem i czai. Czai bazę. Czai się.
Julek już wczoraj po obfitym śniadaniu wykazywał nadmiar energii i pełną gotowość do zabaw.
A oczy zrobiły się znowu swoje, przejrzyste i bystre. Choroby w nich nie widziałam.
Poranne więc (rytualne) pytanie zabrzmiało:
- Gdzie Julek jedzie?
- (Do) pedkola.
Konwersacja telefoniczna. Żeby nie było że fejs tu fejs. Werbalnie wznosimy się o półpiętro wyżej. ;)
Niemniej trzeba przewietrzyć domową apteczkę. Czuję na plecach dech sezonu przeziębieniowego.
Coś wystraszone naszym śledztwem, wypłoszone sokiem z malin, syropem z owoców z czarnego bzu, wyparowało. Niewykluczone, że przycupnęło za krzakiem i czai. Czai bazę. Czai się.
Julek już wczoraj po obfitym śniadaniu wykazywał nadmiar energii i pełną gotowość do zabaw.
A oczy zrobiły się znowu swoje, przejrzyste i bystre. Choroby w nich nie widziałam.
Poranne więc (rytualne) pytanie zabrzmiało:
- Gdzie Julek jedzie?
- (Do) pedkola.
Konwersacja telefoniczna. Żeby nie było że fejs tu fejs. Werbalnie wznosimy się o półpiętro wyżej. ;)
Niemniej trzeba przewietrzyć domową apteczkę. Czuję na plecach dech sezonu przeziębieniowego.
czwartek, 8 września 2016
Coś
Julek tak mnie przyzwyczaił do swojego bezinfekcyjnego stylu życia, że gdy wczorajsze wszystkie znaki na niebie krzyczały: "coś się kluje", ja je wzięłam za:
a) zmęczenie i niedospanie (czym syn utwierdzał mnie oznajmiając: " mama, spać");
b) efekt cieplarniany i skutek zewnętrznego gorąca (ciepła, bardzo ciepła, rozpalona głowa).
Termometr jednak nie kłamał.
Okolice 38 st C pozbawiły Julka zwyczajnej energii i apetytu na bunt.
Nie lubię.
Nie lubię gorączki bez żadnych dodatkowych objawów.
To znak, że Coś się czai.
To Coś może być krótkie, przelotne, szalone, wyczerpujące, poważne, z tłustymi mackami na tobie, oplatające i roszczeniowe wobec zdrowia.
Julek został w domu.
Śledztwo w sprawie Coś trwa.
a) zmęczenie i niedospanie (czym syn utwierdzał mnie oznajmiając: " mama, spać");
b) efekt cieplarniany i skutek zewnętrznego gorąca (ciepła, bardzo ciepła, rozpalona głowa).
Termometr jednak nie kłamał.
Okolice 38 st C pozbawiły Julka zwyczajnej energii i apetytu na bunt.
Nie lubię.
Nie lubię gorączki bez żadnych dodatkowych objawów.
To znak, że Coś się czai.
To Coś może być krótkie, przelotne, szalone, wyczerpujące, poważne, z tłustymi mackami na tobie, oplatające i roszczeniowe wobec zdrowia.
Julek został w domu.
Śledztwo w sprawie Coś trwa.
środa, 31 sierpnia 2016
Na horyzoncie
Patrzę na sierpień. Całkowicie został zdominowany wyjazdem nad morze. Oddalenie od codzienności, dużo niezrutyniałego czasu i czasu na sen, umożliwiało swobodne obserwacje Julka, które z pewną siebie swobodą przekuwałam w blogowe posty.
Powrót do domu i pracy oddalił od pisania. Komu chce się czytać o nudnej, swojskiej i powtarzalnej rzeczywistości. Komu się chce o tym pisać?
Julek końcówkę wakacji spędził w przedszkolu na dokuczaniu Lili (kto się lubi, ten się czubi), Krzyś na bojach z nudą (1:0 dla nudy), ja na ponownym oswojeniu pobudek o piątej (budzik mój wróg).
Szykujemy się na spotkanie z wrześniem. Krzyś z ulgą, że koniec zesłania w domu, ja z bólem głowy, że nowe i dawne wożenia na zajęcia, Julek - Julek w tej kwestii wykazuje stoicki spokój. :)
Zajęcia metodą krakowską z p. Justyną już zaczęliśmy (teraz powinnam ja dotrzymać tempa terapii). W najbliższą sobotę Julek zaczyna naukę pływania. Systematyczne zajęcia z instruktorem Krzysia. Krzysia grafik zajęć kiełkuje. Syn mój bardzo chce zacząć treningi piłki nożnej. Ja widzę tylko dodatkowe obciążenia. Negocjacje trwają.
Powrót do domu i pracy oddalił od pisania. Komu chce się czytać o nudnej, swojskiej i powtarzalnej rzeczywistości. Komu się chce o tym pisać?
Julek końcówkę wakacji spędził w przedszkolu na dokuczaniu Lili (kto się lubi, ten się czubi), Krzyś na bojach z nudą (1:0 dla nudy), ja na ponownym oswojeniu pobudek o piątej (budzik mój wróg).
Szykujemy się na spotkanie z wrześniem. Krzyś z ulgą, że koniec zesłania w domu, ja z bólem głowy, że nowe i dawne wożenia na zajęcia, Julek - Julek w tej kwestii wykazuje stoicki spokój. :)
Zajęcia metodą krakowską z p. Justyną już zaczęliśmy (teraz powinnam ja dotrzymać tempa terapii). W najbliższą sobotę Julek zaczyna naukę pływania. Systematyczne zajęcia z instruktorem Krzysia. Krzysia grafik zajęć kiełkuje. Syn mój bardzo chce zacząć treningi piłki nożnej. Ja widzę tylko dodatkowe obciążenia. Negocjacje trwają.
piątek, 12 sierpnia 2016
Słowa (6)
- Tata, (s)top, baran.
Leitmotiv naszych wędrówek na plażę i z powrotem.
W dosłownym tłumaczeniu: Tata, weź mnie na barana.
Werbalnie Julek też sobie coraz lepiej radzi. :)
To koniec naszych wakacji. Jutro wracamy do domu.
Leitmotiv naszych wędrówek na plażę i z powrotem.
W dosłownym tłumaczeniu: Tata, weź mnie na barana.
Werbalnie Julek też sobie coraz lepiej radzi. :)
To koniec naszych wakacji. Jutro wracamy do domu.
Słowa (5)
Do kanonu wypowiadanych przez Julka słów weszło jedno, najważniejsze: moja.
Moja piłka, moja gra, moja lody, moja buty.
Wyraz jednoznacznie i kategorycznie wskazuje, co Julek chce, czego żąda i na czym mu zależy. "Moja" jest zarzewiem konfliktu. Bardzo świadomie wykorzystywanym narzędziem w walce o swoje. I bardzo chwilami męczącym. Bo nie zawsze "moja" jest twoja, co najtrudniej wyjaśnić Julkowi - w takich chwilach bezkompromisowemu.
Przebaczam jednak te wszystkie wybuchy złości.
Przez dopieszczenie, dostrzeżenie i wyrażenie przez julkowe moja.
Pewnego ranka.
Po przebudzeniu.
Krzyś tradycyjnie przytulał się do mnie. Julek przyczłapał i zaczął przeganiać brata. Rzekł przy tym:
- Moja.
I żeby nie było żadnych wątpliwości dodał:
- Moja mama.
Rozmiękło me serce na pół.
Moja piłka, moja gra, moja lody, moja buty.
Wyraz jednoznacznie i kategorycznie wskazuje, co Julek chce, czego żąda i na czym mu zależy. "Moja" jest zarzewiem konfliktu. Bardzo świadomie wykorzystywanym narzędziem w walce o swoje. I bardzo chwilami męczącym. Bo nie zawsze "moja" jest twoja, co najtrudniej wyjaśnić Julkowi - w takich chwilach bezkompromisowemu.
Przebaczam jednak te wszystkie wybuchy złości.
Przez dopieszczenie, dostrzeżenie i wyrażenie przez julkowe moja.
Pewnego ranka.
Po przebudzeniu.
Krzyś tradycyjnie przytulał się do mnie. Julek przyczłapał i zaczął przeganiać brata. Rzekł przy tym:
- Moja.
I żeby nie było żadnych wątpliwości dodał:
- Moja mama.
Rozmiękło me serce na pół.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
